O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować
niedziela, 19 stycznia 2014

Intryguje mnie, jak inaczej na pojęcie boga traktują Kartezjusz i Feuerbach. Nie chodzi o to, który z nich ma rację, chociaż to też jest ważne. Chodzi to, że ich poglądy są na zupełnie przeciwnych biegunach.

Kartezjusz, najkrócej biorąc, twierdzi, że człowiek idei boga sam by nigdy nie wymyślił, jest dla niego zbyt trudna, zbyt doskonała. Musi ona dla człowieka być ideą wrodzoną. Walcząc ze swoją skłonnością do sceptycyzmu, Kartezjusz opiera się między innymi na tym, że człowiek posiada ideę boga.

Feuerbach (19 wiek) natomiast znajduje w bogu przede wszystkim cechy ludzkie, choć oczywiście w lepszym gatunku i z lepszymi parametrami. Ale u niego to człowiek jest raczej twórcą boga niż bóg człowieka.

 Jeśli chodzi o Kartezjusza, to rozumowanie przebiega mniej więcej tak. Przyczyna powstania we mnie jakiejś idei musi mieć przynajmniej tyle obiektywnej rzeczywistości, co sama idea (bo coś przecież nie może powstać z niczego). Idea boga, którą noszę w sobie, ma nieskończoną obiektywną rzeczywistość. Ja sam nie mogę być przyczyną tej idei, to nie jestem istotą nieskończoną ani doskonałą. Nie mam dostatecznie dużo formalnej realności. Jedynie nieskończona i doskonała istota może wywołać we mnie taką ideę. (Resztę rozumowania Kartezjusza z trzeciej medytacji będącego między innymi dowodem na istnienie boga i świata pomijam).

To rozumowanie prawie że mnie przekonuje. Na tym blogu wielokrotnie (inspirowany Chomskim) zastanawiałem się (zob.tu. i przede wszystkim tu.tu., skąd się u człowieka wzięła idea nieskończoności. I stale jest dla mnie zagadką świadomość człowieka. Myślę, że problemy Kartezjusza są podobne, bo mówi o bogu, ale zaraz dodaje uwagę o nieskończonej obiektywnej rzeczywistości.

Z drugiej strony mentalne „bogotwórstwo” jest rzeczą bardzo prostą. Człowiek bywa mądry, więc zrobimy boga nieskończenie mądrym. Człowiek bywa (choć bardzo rzadko) dobry, więc uczyńmy boga nieskończenie dobrym.  Bywa że człowiek żyje długo, bóg trwa wiecznie, itd. W sumie każdy aspekt boga odpowiada jakiejś cesze człowieka. Bóg jest w istocie ludzki, jest zewnętrzną projekcją ludzkiej natury wewnętrznej. To zdaje się głosić Feuerbach, o którym (nie ukrywam) mam niestety wiedzę wikipedyczną.

Dlaczego i jedno i drugie rozumowanie brzmi dla mnie dość przekonująco, jak wręcz oczywiste? Dlatego, że podobnie jak Kartezjusz nie mam zielonego pojęcia, skąd się u człowieka wzięła świadomość, czy zdolność do uprawiania nieskończonej matematyki albo tworzenia nieskończenie wielu zdań. Jestem niezreformowanym dualistą.  Ale podobnie jak Feuerbach uważam, że powołanie do życia boga nie rozwiązuje zbyt wielu problemów. Przesuwa je po prostu na wyższy szczebel, który wydaje się jeszcze bardziej tajemniczy.

11:02, markiz.witkowski , filozofia umysłu
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2