O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować
niedziela, 28 lutego 2010

Wracam jeszcze do audycji o umyśle schizofrenika z „Philosophy Talk”. Sam o schizofrenii wiem bardzo niewiele, więc opieram się na wiedzy ludzi, którzy książki piszą, jak John Cambpell (filozof i psycholog, choć bez doświadczenia klinicznego) z Uniwersytetu Berkeley. Tutaj staram się wyostrzyć jego refleksje swoimi słowami, dorzucając co nieco od siebie.

Największa filozoficzna herezja (w dobrym i złym sensie tego słowa) schizofreników to zamach na autonomię naszej świadomości. Jeżeli nadal wielu uważa, że świadomość nie daje się zredukować do materii, to sprzeciw ten opiera się na jednym podstawowym argumencie, który wałkuje się w filozofii przynajmniej od czasów Kartezjusza: ja i tylko ja mam bezpośredni dostęp do moich treści psychicznych. Jak mnie boli ząb, to nie boli nikogo innego (akurat ten ząb). Jak ja myślę, żeby wyjechać gdzie pieprz rośnie (czyli na Zanzibar), to jest to moja myśl i niczyja inna. W ogóle pytanie: „Czyja to jest myśl” w odniesieniu do sądu w sensie psychologicznym nie wydaje się mieć sensu: „Lecz myśl ta czyja? Samo się nie myśli, tak jak brzmi samo i samo się błyska”. Wszyscy słuchaliśmy piosenek Grechuty.  I wielu nas jest po trochu kartezjanami.

Wprawdzie materialiści uważają, że do świadomości możemy mieć dostęp poprzez badanie mózgu, ale jest to chyba trochę nieporozumienie, które jest oparte na przekonaniu, że kiedyś w przyszłości da się ustalić jedno-jednoznaczną relację między naszymi myślami a zdarzeniami w naszym mózgu. Ale nawet wówczas będzie można jedynie powiedzieć, że pewnym myślom towarzyszą pewne zdarzenia w mózgu, a nie to, że są z nim tożsame. Naukowiec badający mózg nie będzie przeżywał (w pełni subiektywnie) naszych myśli, a jedynie ustalał, że one tam występują.

Tymczasem schizofrenicy niekiedy zeznają, że ich myśli nie są tak naprawdę ich własne, ale są często wpychane im do głowy przez ludzi z zewnątrz (wskazują konkretne osoby). Myśl została utworzona przez kogoś innego. Sposób tworzenia i przekazywania myśli („thought insertion”) też bywa dziwaczny. Myśli są tworzone często przy pomocy różnych urządzeń czy maszyn elektrycznych (których szczegóły są z konieczności niejasne), a przekazywane  niekiedy poprzez fale radiowe czy druty w ścianach prowadzące niekoniecznie nawet do zakończeń nerwowych, ale wręcz plomb w zębach (pewien amerykański kongresmen sobie je wydłubał, by nie słyszeć obcych myśli).  To trochę parodia scjentyzmu. Tego typu schizofrenicy byliby materialistami? Z drugiej strony fale radiowe mogą się niektórym wydawać niematerialne, przecież nie można ich dotknąć ani doznać jakimkolwiek innym zmysłem. Nie jest niczyją winą, że współczesna fizyka każde dziwactwo jest w stanie uznać za element materii.

Chociaż szczegóły procesu thought insertion są często uwarunkowane kulturowo, to w wielu kulturach zasadnicza myśl jest ta sama. Myśli są wpychane schizofrenikom do głowy (czasami darowane) i w żaden sposób nie można powiedzieć, że doznający myśl jest jej twórcą. W swoim czasie wszyscy słuchaliśmy Pink Floydów. Na Ciemnej Stronie Księżyca śpiewają (na tle głosów i śmiechów przypadkowych ludzi – w głowie schizofrenika?).

The lunatic is in my head.
The lunatic is in my head
You raise the blade, you make the change
You re-arrange me 'til I'm sane.
You lock the door
And throw away the key
There's someone in my head but it's not me.

(Brain Damage – pozwoliłem sobie powiesić u góry zdjęcie Syda Barreta)

Oczywiście nie wszystkie myśli, większość myśli jest moich, ale właśnie na tym tle bardziej odcinają się myśli obce.

Na pewno jest to jakaś forma determinizmu. Nie tylko nie wybieramy własnych myśli, nie planujemy ich. Ale o tym wie nawet każda osoba pisząca, który siada do tekstu, by zmienić parę znaków przestankowych, a nagle pod wpływem twórczego impulsu pisze coś nowego. Ale tu mamy szczególny determinizm: kierują nami inni ludzie poprzez wkładanie nam do głowy myśli, które z naszym życiem i z naszymi interesami nie mają nic wspólnego. Każdy obraz powstaje niezaplanowany, ale co innego nasz obraz a co innego obraz kogoś innego.

Aż tyle filozofii w chorobie! „Though this be madness, yet there is method in't”. Schizofrenicy słusznie wskazują (tak jak psychoanalitycy), że nie mamy takiego panowania nad swoimi myślami, jak na się wydaje. Ale chociaż na nasze myśli wpływ ma wiele rzeczy (od ludzi do prochów), to, nie wierząc w bezpośrednie wrzucanie do naszych głów cudzych myśli, które potem tak po prostu tam sobie łażą, prywatnego dostępu do umysłu nie oddam.  Już raczej zwrócę uwagę materialistom (którzy również prywatny dostęp kwestionują), w jakim są towarzystwie.

Bardzo serdecznie pozdrawiam.

Marek

 

DOPISEK:

Oczywiście wiem, że schizofrenia jest chorobą a nie teorią filozoficzną. Dopisałem to zdanie, bo nie chcę, by to co napisałem, sprawiło komukolwiek przykrość.

13:27, markiz.witkowski , filozofia umysłu
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8