O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować
piątek, 25 lutego 2011

Badanie miłości jako procesu chemicznego może budzić zastrzeżenia. Ale wczoraj na biurku mojej szefowej widziałem artykuł mówiący w ekranowej chemii między bratem Pittem a jolly Angeliną i brakiem tejże chemii między faraonem Jerzym Zelnikiem a Barbarą Brylską (też małżeństwem).

 

Dlatego na prośbę mojej koleżanki Joasi zamierzam podać, jakie trzy składniki chemiczne składają się na ludzką miłość. Skąd to wiem? Z „Radiolab”, o którym pisałem w poprzedniej notce. Skąd oni wiedzą? Od jakiegoś naukowca, który wsadził niejednego zakochanego pod skaner  i patrzył, co się przelewa w jego głowie.

 

1)      Dopamina (miłość romantyczna) – potężny drag wywołuje w nas pasję i przyjemny nastrój i czujemy się po niej jak po zażyciu kokainy. Miłość jest dragiem, zupełnie dosłownie. (Z drugiej strony kokainę zażywał także Sherlock Holmes, a ten się w nikim nie zakochał, nawet w Watsonie, za to przeważnie był w depresji).

 

2)      Norepinefryna (o ile dobrze usłyszałem, bo angielski nie jest moim językiem ojczystym) (aspekt fizyczny miłości, może żądza). Dopamina sama w sobie jest bezużyteczna, bo uczucie, które wywołuje jest bezkierunkowe. Dopamina daje nam ogólny przyjemny nastrój, norepinefryna łączy go z konkretną osobą (tzw. ukochanym) a także miejscem. Amerykański mówi, że norepinefryna daje infatuation (zaślepienie, namiętność do kogoś). Serce ci bije, skóra się poci, ręce robią się kleiste, kolana się chwieją.

 

Ale z oboma dragami jest problem. Działają one krótkoterminowo (choć silnie)  i na pewno nie dociągną nas do małżeństwa i dzieci. 

 

3)      Oksytocyna (przywiązanie) – gdybyśmy ciągle byli na haju dopaminy i oksytocyny, tobyśmy oszaleli. Daje zadowolenie, może poczucie towarzystwa, przyjaźni, poniekąd szczęścia, zobowiązania życiowego, że dwoje ludzi będzie się o siebie troszczyć w dobrym i złym czasie, może – w ostatecznym rozrachunku – miłość.

 

Miłość wymaga całego trójkąta miłosnego, menage de trois. Wywar miłosny, lubczyk, składa się z trzech składników. Wszystkich trzech, a nie na przykład dwóch lub jednego. Amor trójcę lubi. Pamiętajcie o tym dziewczyny.

 

 

Wasz wielbiciel

 (źrodło: http://www.radiolab.org/blogs/radiolab-blog/2007/aug/28/this-is-your-brain-on-love/

PS. Ciekawe, czy jak pójdę do apteki, to dostanę wszystkie trzy ingredienty i czy to poskutkuje. Czy może lepiej sprawdzić w dr. Googlu.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5