O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować
wtorek, 29 grudnia 2009

 

Jedna notka prowadzi do następnej. Czego nas uczy ruska prywatyzacja, której opis pozwolę tu sobie powtórzyć (częściowo już przetlumaczony):

 

W roku 1995, w obliczu ostrego deficytu budżetowego i pilnie potrzebując funduszy na wybory prezydenckie w roku 1996 rząd przyjął program "kredyty za akcje" zaproponowany przez bankiera Vladimira Potanina i zatwierdzony przez Anatolija Chubaisa, wówczas wicepremiera, w ramach którego niektóre z największych aktywów państwowych aktywów przemysłowych (w tym akcje Państwa wn Norilsk Nickel, YUKOS, LUKoil, Sibneft, Surgutneftegas, Novolipetsk Steel, Mechel) zostały wydzierżawione w drodze przetargów za pieniądze pożyczone rządowi przez banki komercyjne. Przetargi nie były jednak dostatecznie konkurencyjne, ponieważ były kontrolowane głównie przez faworyzowanych insajderów. Ponieważ ani kredytów ani dzierżawionych przedsiębiorstw nie zwrócono na czas, efektywnie mieliśmy tu do czynienia z formą sprzedaży po bardzo niskiej cenie. Z ekonomicznego punktu widzenia był to oszałamiający sukces [citation needed], ponieważ rząd ostatecznie przestał subsydiować  nieefektywne wówczas przedsiębiorstwa a ich wyniki znacznie się poprawiły[citation needed] pod nowymi właścicielami, przyczyniając się wzrostu ekonomicznego w Rosji w pierwszych latach 21 wieku [citation needed]. Jednakże, proces ten był postrzegany przez wielu jako nieuczciwy. Właśnie program "kredyty za akcje przyczynił się do powstania całej klasy rosyjskich oligarchów biznesu, którzy skupili w swoich rękach potężne aktywa, powiększając jeszcze lukę bogactwa w Rosji i przyczyniając się do niestabilności politycznej. Co więcej, w średnim okresie, program ten istotnie zaszkodził rosyjskiemu wzrostowi, ponieważ oligarchowie zdali sobie sprawę, że ich zakupy mogłyby potraktowane przez przyszłe rządy jako wyłudzenia, dlatego próbowali wyprowadzać aktywa z rządowych przedsiębiorstw, zamiast działać na rzecz ich wzrostu.

Opis prywatyzacji w Rosji, zapewne napisany przez jakiegoś ekonomistę, nasuwa mi myśl, że ekonomiści, pomimo całego gadania o transparencji międzynarodowej, chętnie przełkną to nieprawe poczęcie kapitalizmu w Rosji pod warunkiem, że gospodarka będzie działała skutecznie. Ale czy to jedyny przykład akumulacji pierwotnej kapitału, kiedy u początków własności prywatnej była grabież? Zwracał na to uwagę Rousseau, którego reputacja wśród liberałów jest zbliżona do reputacji dr. Goebbelsa

Pierwszy człowiek, który ogrodziwszy kawał pola, powiedział "to moje", i znalazł ludzi dostatecznie naiwnych, którzy mu uwierzyli, ten człowiek był prawdziwym założycielem społeczeństwa obywatelskiego. Od ilu zbrodni, wojen i morderstw, ilu okropieństw i nieszczęść można było uratować ludzkość, usuwając kołki miernicze i zasypując rów i wołając do swoich bliźnich: Nie słuchajcie tego uzurpatora; jesteście zgubieni, gdy zapomnicie, że owoce ziemi należą do was wszystkich a ziemia do nikogo. (tłumaczenie niestety moje)

Jan-Jaques Rousseau, Rozprawa o nierówności 1754

Z własnością to jest tak, jak z praniem brudnych pieniędzy. Z początku pieniądze śmierdzą, ale przeprowadźmy nimi kilka transakcji po kolei i zostały wprowadzone do systemu bankowego i nikt się nie czepia. Tak samo z własnością. Roderyk baron I ukradł, ale jeśli zostawił to w spadku, to po kilku pokoleniach takiego spadkobrania, Roderyk baron XX będzie już nie tylko prawomocnym właścicielem ale tak zwanym old money, a jego własność będzie świętą własnością prywatną. Kapitalizm nie czerpie swojej legitymizacji z tego, że jest bez grzechu i zawsze sprawiedliwy, tylko (jeśli to prawda), że potrafi wydźwignąć więcej ludzi z nędzy niż komunizm. Coś za coś.

Marco

 

11:52, markiz.witkowski , ekonomia
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12