O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować
środa, 13 kwietnia 2011

W swoim traktacie „O szczęściu” Władysław Tatarkiewicz zwraca uwagę na pewien paradoks, który ilustruje cytatami ze znanych i nieznanych pisarzy.

 

1. Z jednej strony, jeśli jesteśmy szczęśliwi, musimy być świadomi tego faktu.

 

„Nie jest szczęśliwym, kto nie ma się za szczęśliwego” (Seneka)

„Nikt nie może doświadczać szczęścia, nie uświadamiając sobie, że go doświadcza” (Samuel Johnson)

„Szczęśliwy jest, kto kontent ze swojego szczęścia” (Gruszczyński, Polska XVIII w)

„Szczęście daje pełnię zadowolenia tylko, jeśli zdwaja własny obraz w zwierciadle refleksji, to znaczy jeśli jest nie tylko „w sobie”, ale także dla siebie (V.Jankelevitch)

 

Czasami sama świadomość wystarcza do szczęścia.

„Wiadomo, że jeśli kto sądzi, że jest szczęśliwy, to wystarcza to, by nim był” (pani de La Fayette)

 

Ten ostatni cytat jest najważniejszy. Łącznie z poprzednimi implikuje, że świadomość szczęścia jest nie tylko warunkiem koniecznym, ale i dostatecznym szczęścia. Innymi słowy

 

szczęście = świadomość szczęścia

 

2. Z drugiej strony, niektórzy twierdzą, że świadomość szczęścia nijak się nie ma do samego szczęścia. Też są na to cytaty:

 

„Ludzie nie są ani tak szczęśliwy ani tak nieszczęśliwi, jak to sobie wyobrażają                                                                                                      (La Rochefoucauld)

Nie byłbym bardzo szczęśliwy, gdybym mógł powiedzieć, do jakiego stopnia nim jestem                                                                                      (Shakespeare)

Ten jest szczęśliwy, kto nie wie, że nim jest            (Tavernier, Anglik sprzed Shakespeare’a)

Nie ma się świadomości samego siebie w szczęściu            (A.Suarez)

 

Zwłaszcza radykalne są dwa ostatnie cytaty. Świadomość szczęścia wręcz wyklucza szczęście.

 

Każdy ten paradoks może na własny użytek rozwiązać i Tatarkiewicz też to czyni, raczej zdroworozsądkowo. Mnie raczej interesuje coś innego. Czy my w ogóle możemy wiedzieć, że jesteśmy szczęśliwi. W drugim przypadku sytuacja jest dość oczywista – nie!. Bo samo uświadamianie sobie szczęścia jest jego eliminacją. Taka psychologiczna zasada Heisenberga.

 Ale i pierwszy przypadek jest wątpliwy. Bo po wystąpieniu Freuda i psychoanalityków mało kto wierzy w klarowność naszego myślenia o własnych uczuciach. Nawet jeśli wierzymy, że jesteśmy szczęśliwi, to możemy się mylić. Cała sfera naszej podświadomości nie jest dla nas oczywista. Niedawno też pisałem o wątpliwościach Wittgensteina na temat wiarygodności mówienia o naszych uczuciach. Zwłaszcza nasza pamięć płata nam figle. Nie z całą jego dyskusją o niemożliwości języka prywatnego się zgodziłem, ale coś tam zauważył.

 Zresztą nie trzeba tu przytaczać żadnych autorytetów. Ludzie ciągle zmieniają zdanie na temat tego, czy są szczęśliwi, czy nie. Ja sam nie potrafię w tej chwili odpowiedzieć na pytanie, czy jestem szczęśliwy czy nie. Ale za parę dni jadę na wakacje, to pewno inaczej pogadamy.

 

 

DODATEK

 

Po to, żeby zobaczyć jak Tatarkiewicz pogodził 1) i 2) warto zajrzeć do „Traktatu o szczęściu” (Ja jeszcze tego do końca nie przeczytałem). Na pewno intuicja jest taka, że w szczęściu jest coś bezrefleksyjnego, może zwierzęcego. Adam i Ewa byli w raju szczęśliwi, dopóki nie zjedli owocu z drzewa z wiadomości dobrego i złego. Jak by nie myśleć o szczęściu, to jeśli nawet sobie przetłumaczymy, że jesteśmy szczęśliwi, to i tak będziemy mieli świadomość nietrwałości tego stanu. By być szczęśliwymi, musimy na nowo zamienić się w zwierzęta, które wprawdzie cierpią, ale może aż tak się tym nie przejmują. Tylko co my o tym wiemy?

 
1 , 2