O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować
niedziela, 26 maja 2013

 

Choć filozofia bywa czasami zawiła, dylemat Eutyfrona można wypowiedzieć bardzo prosto: “Czy (1)coś jest dobre dlatego, że podoba się bogom, czy raczej (2) bogowie lubią pewne rzeczy dlatego, że są dobre?”. I takie właśnie pytanie zadał Eutyfronowi Sokrates. Eutyfron przyszedł do niego z dość skomplikowanym (choć życiowym i tragicznym) problemem moralnym, ale on sam nie miał co do niego żadnych wątpliwości. Moim zdaniem, dylemat Eutyfrona (czy raczej Sokratesa) też ma dość proste rozwiązanie, chociaż potrafi dużo namieszać .Wywołał w filozofii dużą dyskusję. Zwłaszcza wśród teologów, dla których moim zdaniem jest bardzo groźny. (zob. wpis na wikipedii)

Bo jeśli (2) jest prawdą, to źródło moralności i dobra leży poza Bogiem. Bóg jako istota moralna lubi dobro, ale to ostatnie trzeba określać nie posługując się pojęciem boga. Co więcej, jest to ograniczenie na wszechmoc Boga, bo dobro jest określane według standardów niezależnych od niego. Bóg jest właściwie niepotrzebny, jeżeli dobro potrafimy określić bez niego.

Jeśli (2) jest prawdą, to moralność jest zupełnie arbitralna, bo wynika tylko z boskiego kaprysu. Bogu się tak podobało, ale mogło się podobać inaczej. Bóg jest troche jak despota nie ograniczony żadnymi zasadami (zwracał na to uwagę Leibniz). Moralność ma też charakter zupełnie przypadkowy.

Moim zdaniem rozwiązanie zagadki jest takie. (2) jest niepewne, bo o bogach niczego nie wiemy. Nie wiemy, co lubią a czego nie. Natomiast (1) jest prawie na pewno nieprawdą z powodów – powiedzmy – logicznych. 

Jeżeli jest prawdą, że pewne rzeczy podobają się bogom, to jest to pewien fakt. A dobro to jest to, co powinniśmy czynić. A żadna powinność nie wynika z żadnego faktu. Z samego faktu, że coś się podoba bogom, nie wynika jeszcze dobro: coś, co powinniśmy to czynić.

To oczywiście zasada Davida Hume’a: „is-ought problem”, błąd naturalistyczny („naturalistic fallacy”). Moraliści popełniają często błąd, że w ich rozumowaniach w którymś momencie znika słowo „jest” i na jego miejsce pojawia się słowo „powinno się robić to a to”. Zachodziłby tu taki przypadek.

Jakby nie było, najgorzej na tym wychodzi istota najwyższa, czyli Bóg. Staje się jakby niepotrzebny dla moralności. Może nie jest tak łatwo ustalić, co jest moralne, a co nie, ale Bóg w tym nam wiele nie pomoże. Bo co nas może interesować, co się podoba Bogu. I tak sami musimy zdecydować, jak postąpimy. Źródło moralności z konieczności jest poza Bogiem a etyka musi być niezależna.

Jakby dla równowagi istnieje jeszcze doktryna Dostojewskiego: jeśli Boga nie ma, to wszystko wolno. Też prawda! Jeśli ktoś się nie boi ludzi i nie ma wstydu, to niech się chociaż Boga boi.

19:18, markiz.witkowski , etyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3