O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować
piątek, 21 czerwca 2013

Świat nowoczesny to świat bez Boga. Bez trudu można przedstawić argumenty, dlaczego przekonanie o istnieniu Boga jest nie do utrzymania. Po pierwsze, nikt nie dowiódł jego istnienia. Po drugie, różne narody wierzą w różnych bogów. I po trzecie, z filozoficznego punktu widzenia najważniejsze, w świecie jest tyle zła, że Bóg jest albo bezsilny, albo nie tak miłosierny, jak się to powszechnie zakłada. Ten ostatni problem nazywa się problemem teodycei i w filozofii jest dyskutowany przynajmniej od czasu Leibniza.

Wiele razy widzieliśmy ateistę powtarzającego te stare i zdroworozsądkowe argumenty. Wygląda to, jak wyważanie otwartych drzwi. Ale oczywiście otwarte drzwi nie chcą się wyważyć. W wielu kręgach i krajach religia ma się całkiem dobrze.

Ateiści atakują przede wszystkim koncepcję jednego Boga, czyli monoteizm. Jakoś mało sobie przypominam ateistów walczących z całym panteonem olimpijskim bogów. Jest tak dlatego, że od kilku tysięcy lat monoteizm zdaje się na ziemii dominować. Wcześniej ludzie wierzyli w wielu bogów, czyli uznawali tak zwany panteizm.

Ale może być jeszcze jeden powód. Ze swoich własnych spostrzeżeń wnoszę, że zarówno ateiści, jak i chrześcijanie, działając tym razem w pełnej zgodzie (z powodów, które trzeba jeszcze ustalić) nie uważają, by politeizm stanowił jakieś wyzwanie intelektualne. Ot takie mity greckie i islandzkie sagi, w sumie bajki. I ci bogowie jacyś niepoważni, dość wspomnieć Dionizosa, Aresa i Afrodytę. Za dużo ludzkich cech.  Za to wiara w jednego boga, o którym na dodatek nie da się nic pewnego powiedzieć, świadczy już o pewnej zdolności do abstrakcyjnego myślenia.

Ale ja się z tym nie do końca zgadzam. Moim zdaniem, z czysto filozoficznego punktu widzenia politeizm jest bardziej uzasadniony intelektualnie niż monoteizm. Po prostu nie dotyczy go problem teodycei. Problem ten nie dotyczy go dlatego, że nie ma w nim jednego Boga, który byłby doskonały. Władzę jednego Boga ograniczają pozostali Bogowie. Każdej Herze odpowiada Zeus, każdej Atenie Ares.

Tak sobie wymyśliłem, że różnica między monoteizmem a politeizmem, to trochę jak różnica między gospodarką centralnie planowaną a wolną gospodarką rynkową. Ten drugi opiera się konkurencji wielu bogów. Myśl ta przyszła mi do głowy w związku z rozważaniami Micheala Cooka w książce „A Brief History of the Human Race” na temat wielkiej przemiany, która w starożytności dokonała się na Bliskim Wschodzie i polegała na odejściu od wielu bogów i uznaniu jednego boga o doskonałych przymiotach. Odpowiedni paragraf tak mi się podoba, że zacytuję go w całości.

„From the beginning this record shows that peoples of the ancient Near East believed in many gods. This is hardly surprising. Anyone who thinks that the world is run by divine will have to take account of the fact that the results, though not chaotic, look a bit disorganised; this involvement of more than one god, and that the gods are sometimes at cross-purposes. Moreover, the idea of a single god taking care of all the aspects of the life of the universe seems rather impractical. For example, it is not obvious how the role of a war god and goddess of love can be combined felicitously. People living in a reasonably complex society would surely prefer to think in terms of a division of divine labor. All this, of course, sets out from an assumption: that the gods are rather like us. But what else would they be like? [str. 137]

Może dlatego, jak prorok Mahomet chciał wprowadzać wiarę w jednego boga, zamiast wielu, niektórym wydawało się to dziwne. Tak ponoć głosi stara, arabska tradycja. O tym również pisze Michael Cook. [str. 136].

Poza subkontynentem indyjskim wszędzie króluje monoteizm. Ale politeizm też ma swoje zalety. Powtórzę jeszcze raz: żadnych problemów z Leibnizem i teodyceą.

14:45, markiz.witkowski , religia
Link Komentarze (17) »
 
1 , 2 , 3 , 4