O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować
środa, 25 lipca 2012

 

Czy to prawda, że w Moskwie kradną samochody? Nie w Moskwie, tylko w Londynie, nie samochody, tylko rowery i nie kradną a pożyczają.

Skusiłem się i wypożyczyłem rower za pomocą karty kredytowej. W śródmieściu Londynu rozproszonych jest wiele rowerowych „docking stations” sponsorowanych przez bank Barclays. Taka stacja składa się z czegoś w rodzaju bankomatu, który jednak nie wydaje żadnych pieniędzy, a jeszcze je chyba nawet zabiera oraz kilku, czasem kilkunastu lub więcej zaparkowanych rowerów. Po włożeniu karty kredytowej i wypełnieniu pewnych formalności uzyskuje tymczasowy pin, który wpisuje się do czytnika stojaka na rower. Potem można rower wyciągnąć. Opłata aktywacyjna na dobę wynosi jeden funt, a potem jeszcze płaci się chyba jakieś sumy za czas użycia. Zobaczymy, jak przyjdzie wyciąg z karty kredytowej.

Rowery są ciężkie i nieporęczne a poza tym stanowią (wraz z rowerzystą) żywą reklamę banku Barclays (banki są niepopularne po ostatnich skandalach), więc prawdopodobieństwo kradzieży jest małe. Rower można oddać zaczepiając go na stacji dokującej w dowolnym punkcie miasta.

Jak się jeździ rowerem po Londynie? Źle! Jazda wśród korków samochodowych jest nieprzyjemna. Wśród pędzących samochodów – sport ekstremalny. Wśród tłumu ludzi  - jak przejazd przez kościół w czasie mszy. Na West Endzie  nie ma nawet czegoś podobnego do wygodnych w sumie warszawskich ścieżek rowerowych typu Rozbrat czy Agrykola. Z konieczności raz jeździ się jezdnią, raz chodnikiem, co jest tolerowane.

Najbardziej na północ wysunięte są docking stations w Camdenie czy Chalk Farm. Stamtąd można pojechać do Hampstead Heath, gdzie człowiek najeździ się na rowerze do woli.



11:53, markiz.witkowski , rowery
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4