O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować
wtorek, 23 lipca 2013

 

Parę tygodni temu pisałem o demokracji. O tym, że rok 1918 jest chyba rokiem narodzin demokracji w Europie. Teraz bym jeszcze dodał, że tak jak przez wiele lat za rok rewolucji uchodził rok 1917, to teraz za rok właśnie rewolucji demokratycznej powinien uchodzić rok 1918 , zwłaszcza że w tym roku na pewno istotne rewolucje miały miejsce. Nie chodzi mi też o żadną dokładną datę, ale o fakt, że po pierwszej wojnie światowej dotychczasowy system rządzenia był na tyle skompromitowany, że trzeba było podzielić się władzą z ludem.

Nie znaczy to, że wcześniej elementów demokracji nigdzie nie było. W starożytnej Grecji, w Polsce szlacheckiej, w różnych krajach w dziewiętnastym wieku (w Anglii, Francji, USA, Austrii, Niemczech, Grecji, Australii itd.), ale rzadko była to demokracja powszechna, w której cały naród miał prawo głosu. Na początku zeszłego wieku rząd angielski reprezentował jedynie 7% mieszkańców.  Z największym oporem przyznano go kobietom, chyba najwcześniej w Australii, Nowej Zelandii i w Skandynawii. Ale po I Wojnie Światowej stało się to regułą.

Uświadomiłem też sobie, że ten demokratyczny Big Bang mógł mieć radykalniejszy charakter w niektórych krajach Europy Środkowej niż na Zachodzie. Na przykład w Polsce kobiety mają prawo głosu od 1918 roku, a w Wielkiej Brytanii uzyskały je w pełni dekadę później, choć poza tym demokracja (w najbardziej podstawowym sensie wolnych i powszechnych wyborów) pojawiła się w Polsce i Wielkiej Brytanii równocześnie. Miałem wrażenie, że nie jest to fakt powszechnie znany.

Czasami można odnieść wrażenie, że demokracja istnieje w USA i Wielkiej Brytanii od zawsze, a na przykład w Europie Środkowej od 1989 roku. Wyczuwam dość „misyjny” stosunek zachodnich demokracji w tym zakresie.

W rzeczywistości bywa jeszcze gorzej. W internecie łatwo znaleźć coś takiego jak Democracy Index (http://en.wikipedia.org/wiki/Democracy_Index) promowany przez Economist Intelligence Unit, z którego wynika, że w Polsce w ogóle nie ma demokracji. W Polsce jest co najwyżej nieudana demokracja (flawed democracy)

 

Na tej mapie jest to kolor jasno zielony. Indeks demokracji bierze pod uwagę nie tylko to, czy w kraju są wolne wybory (co mnie się najbardziej kojarzy ze słowem demokracja), ale łącznie pięć kategorii: proces wyborczy i pluralizm, wolności obywatelskie, funkcjonowanie rządu, uczestnictwo w polityce i kulturę polityczną.

Nie kwestionuję wartości tego indeksu, chociaż na pocieszenie moich rodaków chcę powiedzieć, że tak jak w Polsce nie ma pełnej demokracji, to nie ma jej również we Francji, Włoszech, Portugalii, w Grecji (która jest starożytną kolebką demokracji) i Indiach (które są największą demokracją na świecie). W ogóle tak naprawdę, to wygląda, że demokracja jest przede wszystkim w świecie anglosaskim i może jeszcze w paru miejscach. Coś tu ewidentnie jest nie tak.

Wolne wybory to tak duża wartość, że chętnie bym zarezerwował słowo demokracja tylko dla nich. Co nie znaczy, że inne sprawy (np. trwałość instytucji politycznych i sądowych) nie są też ważne. W Anglii zanim wprowadzoną pełną demokrację pod koniec lat dwudziestych, najpierw stworzono bardzo solidny system prawny i zdołała okrzepnąć klasa średnia.

Demokracja (w sensie wolnych wyborów) nie jest jedyną ważną rzeczą. Myślę, że paradoksalnie indeks demokracji o tym przypomina.

Ale demokracja (w sensie wolnych wyborów) jest ważna. Więc może warto nie manipulować tym słowem i nie zaliczać do niego wątpliwych kryteriów, jak np. funkcjonowanie rządu, czy kultura polityczną.

14:37, markiz.witkowski
Link Komentarze (5) »