O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować
czwartek, 30 sierpnia 2012

 

W poprzedniej notce opisałem tzw. paradoks narodu chińskiego. Paradoksy tego typu wywołują ożywioną dyskusję w świecie akademickim i niejedna kariera naukowa jest na nich zbudowana. Mnie też potrafią wciągnąć. Czemu? Bo są pomysłowe, a nawet dowcipne (ten pomysł z miliardem chińczyków gadających przez walkie-talkie). Ale czy potrafią rozstrzygnąć spór ciało-umysł.

Z jednej strony wydają się sprowadzać materializm do absurdu. Cały ten chiński chór z walkie-takie wygląda jak wielki serwis społecznościowy. Serwis - dodajmy - bez żadnego moderatora. A przecież chodzi wyłącznie o pojedynczy umysł. Z drugiej strony mogą znaleźć się ludzie, którym ta facebookowa koncepcja umysłu wcale przeszkadzać nie będzie, a jej ekscentryczność wydawać się będzie atrakcyjna.

Wydaje mi się, że tego typu eksperymenty nie rostrzygną mind-body problem. (Dotyczy to także słynniejsze eksperymentu Chinese Room Searle'a).

Dla mnie w sumie jedyny argument, który jest naprawdę ważny w sporze ciało-umysł, to fakt, że ja mam uprzywilejowany dostęp do swoich myśli. Że mogę je przeżywać, z nimi dyskutować, być nimi zachwycony i przerażony bez zaglądania do mojego mózgu, bez próby podsłuchiwania neuronów, zaglądania do skanera, interpretowania swojego zachowania. To, że mnie boli ząb, wiem ot tak sobie – nie wiem w sumie jak, ale wiem.

I teraz powstaje pytanie, czy te wszystkie moje przeżycia, z których w sumie składa się moja egzystencja i bez których chyba bym nie wiedział nawet o zachowaniu mojego ciała (tak jak niewiele wiem o ciśnieniu krwi, dopóki go nie zmierzę, chyba że mnie już naprawdę głowa rozboli) winieniem potraktować poważnie, czy uznać je za zwykłą iluzję, dlatego, że są subiektywne, tzn. dostępne tylko mnie, a nie innym ludziom, dostępne tylko teraz, bo za chwile już będą wspomnieniem. Taką samą iluzję, jak to, że raz na dzień wschodzi słońce, bo przecież naprawdę to nie słońce obraca się wokół ziemi, chociaż trudno nam się od tej myśli odzwyczaić. I tak samo, jak chcę odsunąć na bok intuicje innych ludzi o ich bezpośrednim kontakcie z bogiem, już choćby dlatego, że ja takich intuicji nie mam. Jako człowiek nowoczesny muszę odrzucić wszystkie to, co się nie da badać naukowo ani obecnie ani w przyszłości. Introspekcja (czyli przeżycia wewnętrzne) jako coś dostępnego wyłącznie mnie, musi być potraktowane jako iluzja.

Dla mnie to nie jest atrakcyjna droga. Ale byli filozofowie, którzy całą dyskusję o umyśle jako czymś innym niż mózg traktowali tak, jak astronomię, w której słońce obraca się wokół ziemi. Nazywali ją psychologią ludową i wróżyli ją mizerną przyszłość. Może o nich następny raz napiszę.

15:00, markiz.witkowski , filozofia umysłu
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3