O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować
poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Mam wątpliwości co do tego, czy moralność i etyka stanowią wiedzę.  I czy można nauczyć się być dobrym. Wiem, że Sokrates uważał inaczej. Wiem, że etyki uczy się teraz w szkole, podobnie jak religii (do wyboru). Ale uważam, że szkole nie ma miejsca nie tylko dla religii, ale i dla etyki. Etyka nie stanowi ona czegoś w rodzaju „religii light” dla niewierzących, choćby dlatego, że nie zawiera żadnych dogmatów (chyba że mówimy o dziesięciu przykazaniach). No i najważniejsza sprawa: nie wszystko jeszcze rozumiemy z tego, w jaki sposób dziecko przyswaja sobie postawę etyczną, mimo że badania w tym zakresie prowadzi się od kilkudziesięciu lat.

Tak naprawdę to zaraziłem się Hume’em i wierzę, że motywacją do postępowania etycznego jest ludzka wrażliwość, która nawet nie musi być ujęta w formę zasad i dogmatów, dających się bez trudu uświadomić.

Ale zacznijmy od psychologów, którzy badali rozwój postaw etycznych u dziecka i młodego człowieka, a ich konstatacje wnioski można bez trudu znaleźć na internecie. Streszczam poglądy Kohlberga, ucznia Piageta. Źrodło

Poziom 1. Najpierw mamy poziom rozwoju moralnego dziecka, poziom prekonwencjonalny. Ktoś, kto znajduje się na tym poziomie, definiuje dobro i zło na podstawie tego, co mówi mu dorosły (autorytet) albo w kategoriach nagród i kar. Cztero- lub pięciolatek mówi, że kradzież jest zła: "bo tata tak mówi" lub "jak ukradnę, to dostanę lanie.". Niektórzy nie wychodzą poza to stadium przez całe życie.

Drugi poziom – konwencjonalny - osiąga większość młodych ludzi. Dla nich dobro i zło opiera się na lojalności wobec grupy: rodziny, przyjaciół, narodu. Jeżeli zapytamy młodego człowieka na tym poziomie, dlaczego coś jest właściwe bądź nie, odpowie, że wie to od rodziny, przyjaciół, że Amerykanie tak uważają. I na tym poziomie pozostaje większość ludzi, definiując dobro lub zło jako to, co uważa społeczeństwo lub wymaga prawo.

Natomiast osoby, które w dalszym ciągu będą rozwijać się moralnie osiągną etap postkonwencjonalny. Przestaną definiować dobro i zło w ujęciu lojalności grupy lub norm. Będą natomiast definiować dobro lub zło w ujęciu uniwersalistycznym. Zasady moralne osoby postkonwencjonalnej to zasady do przyjęcia przez każdy racjonalny podmiot, ponieważ są to zasady biorące pod uwagę interes każdej osoby.  Jeżeli zapytać osobę na etapie postkonwencjonalnym, dlaczego coś jest słuszne lub nie, to odwoła się ona do tego, co promuje bądź nie uniwersalne ideały sprawiedliwości lub prawa człowieka lub jego dobro. Przerywając streszczenie, które i tak się kończy, niech mi wolno będzie powiedzieć, że dostrzegam tu pewien kantyzm, gdy ja chcę iść za Hume’em.  

Ta teoria jest opisowa, nie stwierdza, że definicje bądź rozumowania przeprowadzane przez dziecko są poprawne czy nie. A jest to ważne, bo co chwila musimy tu napotykać na problem „is-ought” Hume’a. Warto w tym momencie przytoczyć sławny cytat z Hume’a w całości:

 

W każdym systemie moralności, z jakim dotychczas się spotykałem, stwierdzałem zawsze, że autor przez pewien czas idzie zwykłą drogą rozumowania, ustala istnienie Boga albo robi spostrzeżenia dotyczące spraw ludzkich; aż nagle i nieoczekiwanie ze zdziwieniem znajduję, iż zamiast zwykłych spójek, jakie znajduje się w zdaniach, a mianowicie „jest" i „nie jest", nie spotykam żadnego zdania, które by nie było powiązane słowem „powinien" albo „nie powinien". Ta zmiana jest niedostrzegalna, lecz niemniej ma wielką doniosłość. Wobec tego bowiem, że to „powinien" albo „nie powinien" jest wyrazem pewnego nowego stosunku czy twierdzenia, przeto jest rzeczą konieczną te zwroty zauważyć i wyjaśnić; a jednocześnie konieczne jest, iżby wskazana została racja tego, co wydaje się całkiem niezrozumiałe, a mianowicie, jak ten nowy stosunek może być wydedukowany z innych stosunków, które są całkiem różne od niego. (D. Hume, Traktat o naturze ludzkiej, tłumaczenie Czesław Znamierowski, Warszawa 1963, t. II, s. 259-260.)

 

Takim błędem obarczone są wypowiedzi dzieci z poziomu pierwszego. Dlaczego nie powinno się kraść? Bo mama tak mówi. Powinność wynika tutaj z bytu. A tego Hume zakazuje. Ale jako się rzekło, teoria Kohlberga jest empiryczna. Jeżeli nauka pojęć moralnych opiera się na nieprawidłowych założeniach, czy manipulacji językiem (mieszanie „jest” i „powinno być”), to psycholog powinien to stwierdzić, a ewentualnie potem filozof skrytykować lub nie.

Zakładam jednak, że teoria Kohlberga oparta na założeniach Piageta jest w dużym stopniu prawdziwa. Przyjmijmy, że tak przebiega nauka dzieci. Nie śmiem podważać kilkudziesięciu lat historii tej nauki i profesorskich autorytetów. Zakładam, że odpowiednie eksperymenty i badania zostały przeprowadzone.

A jednak wydaje mi się, że wymaga uzupełnienia o inne elementy, na co zwrócili uwagę krytycy  

Natomiast ja bym jeszcze dodał, że rozwojowi etycznemu opartemu na zasadach towarzyszy jeszcze rozwój emocjonalny i że on jest nawet ważniejszy. Pora wrócić do Hume’a. Ten ostatni uważał, że rola rozumu w etyce jest przereklamowana. Nie może stanowić jedynego motywu działania. Dużą rolę muszą odgrywać coś, co Hume określał jako “passions”, czyli emocje, uczucia, pragnienia. Inaczej mówiąc, sfera ludzkiej wrażliwości.

Nie zajmuję się psychologią rozwojową. Mam o niej informacje wikipedyczne. Ale myślę, że na jakimś etapie winna ona uwzględnić właśnie rozwój emocjonalno-moralny. I to nie tylko to, co dzieje się w naszej głowie, ale również rozwój zachowań i sposobów reagowania (czysto behawioralnie i nawet automatycznie) na krzywdę ludzką i nie tylko ludzką (pomyślmy o naszych pieskach). Idąc za Humem powiedziałbym, że w etyce dużo ważniejsza od wiedzy jest ludzka wrażliwość. Wrażliwość polegająca na tym, że drugiej osobie nie chcemy sprawiać niepotrzebnego bólu. Powiedziałbym na koniec, że etyki i moralności nie możemy się nauczyć, ale możemy i powinniśmy uczyć się rozwijać naszą wrażliwość, która jest podbudową etycznych stosunków między ludźmi.

17:47, markiz.witkowski , etyka
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2