O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować
czwartek, 30 września 2010

(to jest James Stuart Mill)

Już to raz napisałem, ale teraz jeszcze powtórzę: łatwo jest być tolerancyjnym wobec ludzi, a którymi się zasadniczo zgadzamy, ale tak naprawdę tolerancja jest dla naszych wrogów. Pewien dyrektor szkoły nie chciał zatrudnić Dariusza Ratajczaka, powiedział:  „zatrudnienie tego pana i tak nie byłoby możliwe. Szkoła uczy tolerancji, a ten pan ma poglądy, które tolerancji przeczą”. źródło tu Pewno słusznie, że go nie zatrudnił, ale po co mówić o tolerancji akurat w tym momencie, w którym nie zamierzamy tolerować czyichś poglądów.

Napisałem to dlatego, że w poniedziałek odwiedził Polskę David Irving. Proszę, nie uciekajcie jeszcze z tej strony. Nie zamierzam tu propagować poglądów znanego zaprzeczacza Holocaustu („Holocaust denier”), kłamcy oświęcimskiego i skazanego przestępcy. Choć muszę od razu się zastrzec, że nawet tych określeń używam warunkowo, bo nie przeczytałem ani jednej jego książki. Po prostu uważam, że nie należy ludzi wsadzać do więzienia za poglądy.

Sama polska wizyta Irvinga nie przebiegła ciekawie. Opis znajdziecie tu.

Zwracał tylko uwagę półkonspiracyjny charakter spotkania z czytelnikami (których przyszło chyba około dwudziestu). Przecież i w Polsce istnieje pojęcie kłamstwa oświęcimskiego (wbrew głosom krytycznym, także w Gazecie Wyborczej, zob. tu) i teoretycznie można za nie pójść do więzienia (nawet na trzy lata), chociaż (chwała Bogu) coś takiego jeszcze nie miało miejsca. Właśnie to sprawdziłem. Przy okazji dowiedziałem się o czerwcowej śmierci Dariusza Ratajczaka (nie jestem regularnym czytelnikiem gazet).

W procesie Irvinga sędzia Peter Liebtreu wygłosił następujące podsumowanie:

„On (Irving) nie wykazał żadnych oznak, że próbował zmienić swoje poglądy po nakazie aresztowania wydanym 16 lat temu w Austrii.... Służył przez dziesięciolecia jako przykład dla prawicy. Można go porównać do prostytutki, która nie zmieniła swojego postępowania (who hasn't changed her ways).... Irving jest fałszerzem historii a nie właściwym historykiem”.

   

Przytoczyłem to, co znalazłem w Wikipedii. Pomijając już opinie sędziego o prawicy i prostytutkach, analogia z tymi ostatnimi jest kulawa. Wydaje się, że prostytutka, o której mówi sędzia Liebtreu, może być osobą słabą, która w zasadzie wie, że robi źle, ale (np. na skutek słabości) nie porzuciła swego procederu. Ale ktoś, kto głosi poglądy uznane za niesłuszne, mimo wszystko może głosić je szczerze, uważać za prawdziwe i nie jest obowiązany do ich zmiany tylko dlatego, że sędzia uważa inaczej, albo nawet większość ludzi uważa inaczej. Gdyby ustąpił przed tłumem, gdyby zrezygnował z głoszenia prawdy (w swoim mniemaniu) wskutek słabości, czy obawy przed tyranią większości, dopiero wówczas wykazałby się słabością moralną. (Chyba że Irwing głosi swoje poglądy nieszczerze, ale tak nie musi być). To rozumowanie odnosi się tak samo do Davida Irvinga jak i Orhana Pamuka (który w Turcji też miał proces za poglądy).

John Stuart Mill uważał, że bez wolności przekonań i swobody ich wyrażania człowiek nie może być naprawdę wolny. Mill i inni liberałowie nie byli naiwni i mogli przystać na pewne wyjątki "Opinia, że postępowanie dealerów zbożowych prowadzi do wygłodzenia ubogich, albo że prywatna własność jest złodziejstwem nie powinna być blokowana, kiedy jest zwyczajnie propagowana w prasie, ale może słusznie być karana, kiedy jest ustnie wygłaszana w obliczu podekscytowanego tłumu przed domem dealera zbożowego, lub kiedy jest propagowana wobec tego samego tłumu w postaci plakatu" (tłumaczę z angielskiego cytatu z "O wolności" ). Sąd Najwyższy USA orzekł, że nie jest legalne, jeśli ktoś krzyczy "pożar" w zatłoczonym teatrze – chyba że naprawdę jest pożar! Ale trzeba by dużego wysiłku wyobraźni, by zakwalifikować poglądy Irvinga do tej kategorii bezpośredniego zagrożenia. W Polsce akurat sprawa jest prosta. Sąd wypowiedział się o małej szkodliwości społecznej czynu Ratajczaka.

Z niekaraniem za przekonania jest podobnie jak z demokracją. Jeżeli Irving nie pójdzie do więzienia, będzie głosil swoje poglądy. Te poglądy, jeśliby byłby podchwycone przez wielu innych mogłoby (poprzez wybielanie faszystów) doprowadzić do powstania nowego ustroju masowej zagłady. Długa to droga, ale możliwa.

Z demokracją jest, jak mówię, podobnie, ale naprawdę jeszcze gorzej. Hitler doszedł do władzy w demokratycznych wyborach. Ale nie jest to argumentem przeciw demokracji. Choć tu się zawahałem. Laickie władze algierskie wyciągnęły lekcję z faktu dojścia Hitlera do władzy. W roku 1991 fundamentaliści islamscy wygrali w Algierii pierwszą turę wyborów. Zaraz potem doszło do reakcji wojska i zwolenników państwa laickiego: FIS (partia islamska) został zdelegalizowany, a wybory unieważnione.

Ale między dyktaturą  a karaniem za przekonania jest jedna różnica. Wprowadzenie stanu wyjątkowego w Algerii uniemożliwiło fundamentalistom dojście do władzy. Natomiast ktoś, kogo się wsadzi do więzienia za poglądy, niekoniecznie zaprzestanie ich głoszenia. Może nawet gorycz odbytej kary, poczucie krzywdy doda mu siły.

(Co innego banicja. Nawet największy krzykacz jest niczym bez słuchaczy. Czy nie doświadczył tego R. zob. tu).

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7