O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować
wtorek, 02 września 2014

 

Coraz rzadziej piszę na tym blogu. Częściej bywam na Facebooku, gdzie zapisałem się do zamkniętej grupy filozoficznej, grupującej podobnych jak niedzielnych filozofów. Plusem jest to, że każda wypowiedź będzie natychmiast skomentowana, natomiast minusem to, że jest zamknięta i żadnej ciekawej dyskusji nie mogę żadnej osobie postronnej pokazać.

Ale jedną wypowiedź muszę koniecznie przytoczyć. Czynię to za zgodą jej autorki, Katarzyny Mitros. Jej zdaniem nie istnieje coś takiego jak kolor zielony sam sobie. To stanowisko mogę nawet podzielać. Ale poniższy opis jest mi potrzebny do czego innego. Nie mam akurat pod ręką tak zwięzłego i komunikatywnie napisanego opisu widzenia jako procesu neurologicznego. Autorka zdaje się sugerować, że w przeżyciu zwanym postrzeganiem nie ma nic więcej, niż proces mózgowy (chociaż kropki nad „i” moim zdaniem nie stawia). Czytajmy:

„Podobnie jak nie istnieje dobro samo w sobie tak samo nie istnieje sam w sobie kolor zielony. Światło określonej długości pada na siatkówkę, zachodzą w niej zmiany chemiczne, które po przetworzeniu na impulsy elektryczne płyną sobie grzecznie do mózgu. Analizą na poziomie siatkówki u człowieka zajmują się czopki. Mamy ich na ogół 3 rodzaje, chociaż znane są przypadki czterech.

W mózgu nie ma żadnego ekranu, na którym by się wyświetlały obrazy. Tam są tylko komórki nerwowe połączone za pomocą wypustek w sieci i płynący po nich prąd elektryczny. Zielony nie jest cechą przedmiotu, ale wrażeniem powstającym w naszym mózgu. Jeśli czopki działają nieprawidłowo człowiek może nie odróżniać np. barwy czerwonej, żółtej i zielonej od pozostałych. Wszystkie te wrażenia jawią się jako takie same.

Zwierzęta mogą mieć np. 2, 3, 4, 5 czy więcej rodzajów czopków. Stąd wrażenia powstające w ich mózgach będą inne. Tak więc wrażenie koloru zależy zarówno od długości fali światła padającego na siatkówkę, jak również budowy oka i mózgu. Wrażenia w oderwaniu od tych czynników nie istnieje. W żadnych zaświatach (zakładając, że istnieją) nie mieszka sobie "zielony".

Opis ten przypomniał mi zajęcia chyba z filozofii Leibniza. Prowadzący, tym razem, z pewną ironią, zaczął porównywać nasze widzenie do kamery. Oto wiązka światła przechodzi przez soczewkę (jak przez oko), zamienia się w sygnał elektryczny, który zostaje przekazany do procesora (jak do mózgu). „No i co?” – zapytał wyraźnie już rozbawiony prowadzący zajęcia. „Powiedzielibyście, że ta kamera widzi? Tak jak człowiek widzi? Tak jak zwierzę widzi?”.

Bo ja mimo wszystko jestem dualistą. Mógłbym sobie wyobrazić świat, w którym wszystko, co zostało opisane powyżej, przebiegałoby zgodnie z powyższym opisem. A mimo to, ja bym nie bym nie przeżywał tych procesów, byłbym kimś z zewnątrz. A tak się akurat składa, że jeden z tych podmiotów widzących jest mną. To ja widzę, to ja czuję. Co więcej, czuję i widzę z pewną jakością, która nie wynika z opisu naukowego. Chociaż konkretny odcień zieleni jest skorelowany z pewną długością fali, to nie jest z nią tożsamy, bo przecież nie konkretną długość fali widzę, tylko najzieleńszą zieleń. Dlaczego miałbym zaprzeczać, że widzę coś zielonego, kiedy widzę. Mógłby ewentualnie się zgodzić, że „w rzeczywistości” widzę fale (śmiesznie by to brzmiało). Ale nie byłaby to moja rzeczywistość. Mam wrażenie, że kiedyś fenomenologia zachęcała do myślenia w tym kierunku.

Kiedy piszę takie rzeczy, to nigdy nie jestem do końca zadowolony. Trudno werbalizować intuicje dualistyczne i zachować dyscyplinę słowną. Ale jest jeden argument za dualizmem, który bardzo prosto sformułować, a jest zupełnie nieodparty. Jest to argument uprzywilejowanego dostępu do moich przeżyć. O tym na przykład, że widzę zielony przedmiot, wiem bezpośrednio. Nie muszę zaglądać do swojego mózgu, sprawdzać, jak zachowują się moje „czopki”. O tym wiem ja (i co ważne: tylko ja). Jak dotąd żadna nauka nie potrafi wyjaśnić tego uprzywilejowanego dostępu.

Ale piękno filozofii polega na tym, że różne stanowiska są w niej uprawnione. Mnie samego czasami przekonują argumenty, że umysł do mózg. Jakieś wątpliwości jednak pozostają. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że to pozostałość religijnego wychowania.



10:29, markiz.witkowski , filozofia umysłu
Link Dodaj komentarz »