O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować
czwartek, 27 października 2011

 



Pobieżnie przejrzałem hasła na Wikipedii przedstawiające różne odmiany anarchizmu (a także liberalizmu ekonomicznego) i mam pewne spostrzeżenie.

Liberałowie ekonomiczni nie ufają państwu. I anarchiści nie ufają państwu. Ale (o ile dobrze wszystko zrozumiałem) ich rozumienie państwa nie jest identyczne.

Dla liberała państwo to  po prostu rząd, który ma się nie wtrącać do biznesu. Proste jak konstrukcja cepa.

Dla anarchisty państwo to raczej system prawny, bez względu na to, jakie  instytucje  go realizują. Również i  liberał ekonomiczny interesuje  się systemem prawnym, chce by był jak najmniej biurokratyczny i uciążliwy dla działalności gospodarczej. Ale dla anarchisty jednym z najbardziej niepokojących elementów systemu prawnego jest prawo własności, które liberałowi ekonomicznemu leży bardzo na sercu.

Na pewno Proudhon (na portrecie) nie lubił państwa rozumianego  jako rząd. Ale kiedy napisał „Własność to kradzież”, nie chodziło mu wyłącznie własność państwową, tylko między innymi prywatną. I kiedy anarchista zwalcza prawo własności, to nie jest dla niego  najważniejsze, czy prawo to realizuje instytucja państwowa, czy prywatna, jak np. bank. Jakiego rodzaju instytucją jest pieniądz? Jest on prywatny, czy państwowy? (Prywatny, bo w mojej kieszeni, państwowy, bo państwo ma mennicę). Moim zdaniem, „państwo” dla anarchisty to wiele instytucji, niekoniecznie rządowych. Anarchista jest przeciwko  nim, a nie  tylko  przeciw władzy centralnej.

Bakunin (ale nie Proudhon) nie lubili też rodziny, która wyraża zarówno władzę, jak i własność (ich śladem podąża anarchofeminizm). Inne hierarchie też są podejrzane. 

Jeżeli anarchizm rozumiemy jako postawę antypaństwową, to musimy przyznać, że „państwo” jest rozumiane bardzo szeroko. Ale musi to prowadzić do pewnej dowolności. U liberała ekonomicznego granica między państwem a wolnym rynkiem jest wyraźnie wyznaczona. A u anarchisty zawsze będzie trochę nieostra. Bank posługuje się pieniądzem i uznaje prawo własności, więc będzie po stronie nielubianego „państwa”, choćby był prywatny. A spółdzielnia? A falanster? Czy i  one nie będą musiały posłużyć się pieniądzem (w jakimś okresie  przejściowym) i uznawać prawa własności?

Ale krytykę anarchizmu zostawiam już innym.



10:25, markiz.witkowski , anarchizm
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6