O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

anarchizm

wtorek, 11 września 2012

Gdzieś przeczytałem, że klaskanie w samolocie (po lądowaniu) to polski wynalazek. A na lotnisku?

W maju tego roku przed kontrolą paszportową na Heathrow powstawały straszne kolejki. Podróżni czekali na przeczytanie swojego paszportu przez urzędnika imigracyjnego. Pewien Amerykanin znudzony 2.5 godzinnym oczekiwaniem zaczął powoli uderzać dłonią o dłoń. Do tego powolnego wyklaskiwania przyłączyli się inni pasażerowie. Po jakimś czasie klaskało ponad 2000 osób. Do inicjatora podeszli przedstawiciele lotniska, chyba nie po to, by go aresztować, ale by zapewnić szybsze przejście przez granicę. Ale protest szedł już na całego. W ruch poszły kamery w telefonach internetowych a następnie przyjechali dziennikarze, w tym z BBC. Z radia BBC dowiedziałem się o całej historii.

http://www.bbc.co.uk/news/uk-18791805

Dwie i pół godziny to czas, w którym można dolecieć do Londynu nawet z Warszawy. Sama kontrola paszportowa podwaja czas podróży. Więc protest był uzasadniony. Zapewne zwrócił odpowiednim władzom uwagę na istotny problem tuż przed Olimpiadą, która poszła dobrze i sprawnie. W odróżnieniu od innych aktów nieposłuszeństwa obywatelskiego nie jest nawet jasne, czy pasażerowie naruszyli jakieś prawo. I na pewno nie jest to protest samotny, jak niepłacenie podatków przez Thoreau. Tłum czuje się silny, bez względu na to, czy ma szlachetne czy nieszlachetne pobudki.

Ale protest ten pokazuje ograniczenia nieposłuszeństwa obywatelskiego. Wymaga istnienia państwa prawa. W latach siedemdziesiątych nikt by się tak nie zachowywał na lotnisku Okęcie. Bałby się po prostu zabrania paszportu. Protest zainicjował Amerykanin, a nie ktoś np. z Bangla Deszu, kto mógłby obawiać się wpisania na czarną listę. I jeśli protest nie ma kontynuacji, łatwo o nim zapomnieć.

Może wobec tego wypada żałować, że protest ten, który zaczął się obiecująco, nie rozwinął się w małą, niegroźną antyurzędniczą epidemię. Podobną trochę do epidemii śmiechu, która miała miejsce w Tanzanii w roku 1962 i trwała sześć do osiemnastu miesięcy. W pewnej szkole w miejscowości w Kashasha trzy dziewczynki dostały histerycznego ataku śmiechu. Zaraziły nim 95 spośród 195 uczniów szkoły. Symptomy trwały od kilku godzin do szesnastu dni. Szkołę po dwóch miesiącach zamknięto.

Ale śmiały się już inne szkoły, w sumie 14 szkół a nawet dorośli w wielu wioskach. Szkołę w Kashasha po dwóch miesiącach otworzono ponownie, ale zaraz potem musiano zamknąć. Zanim epidemia ucichła, dotknęła 1000 osób. Moje źródła piszą, że symptomy obejmowały ból, omdlenia, problemy oddechowe, wysypkę, ataki płaczu, ale ja osobiście nie mogę uwierzyć, by śmiech był tak szkodliwy.

Z czego śmiały się dzieci? Nie wiadomo. Na pewno możemy śmiać się do bólu z urzędników i ich ślamazarnych procedur.

http://en.wikipedia.org/wiki/Tanganyika_laughter_epidemic

 

http://www.radiolab.org/2008/feb/25/

14:09, markiz.witkowski , anarchizm
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4