O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

Stanisław Lem

piątek, 15 października 2010

To już naprawdę będzie koniec. Pozostały wnioski

Od razu mówię, że nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby w wyniku eksperymentów Lema i Alexa pojawiło się kilku Marków Witkowskich zamiast jednego. Nie ma żadnego Problemu Konkurenta, jak to określa John Perry. Zadań starczyłoby dla wszystkich. Jeden by chodził do roboty. Drugi byłby mężem. Trzeci wychowywałby dziecko. A czwarty pisał blog. Wszyscy żyli by sobie zgodnie i nikt by się nie zastanawiał, kto jest prawdziwy "Yes", a kto tylko Anderson Bruford Wakeman Howe (Terminologię tę wyjaśniam tu)

Tylko czy to się stanie? Myślę, że błąd jest od razu na początku. Nawet jeśliby nie było problemu z przekopiowaniem mojej świadomości, to czy byłaby to świadomość moja, a nie czyjaś inna, nawet gdyby była identyczna z moją. Wszystkie nowe, białe ipody classic są identyczne a tylko jeden jest mój. Jeśli moje dotychczasowe ja zostanie zniszczone, to raczej się nie obudzę w ciele nowego gospodarza mego rzekomego ja. Nowe ja będzie miało moje wspomnienia, ale ja będę właśnie tylko tym: wspomnieniem.

Subiektywności nie da się powielić, może nawet z samej definicji. Moja kopia-kontynuator na pewno będzie miała wiele ciekawych przeżyć, tylko ja nie będę o tym wiedział, w każdym razie nie poprzez prywatny dostęp do świadomości. Może nawet nie będę tego wiedział, bo mnie w ogóle nie będzie

Zresztą nawet nie warto czegoś takiego chcieć. Zastanówmy się co by było, gdyby moja świadomość (taka najbardziej moja i prywatna) dała się kopiować i powielać. Może oznaczałoby to tyle, że w moim umyśle wyświetlany będzie równocześnie z wielu mózgów bardzo podobny film, bez żadnego harmonijnego planu (to nie Leibniz).

Przypomnijcie sobie sytuację, jak czasem próbujecie obejrzeć na komputerze film. Włączacie realplayera. Ale wasz komputer jest stary, wolny i zapchany danymi aż do granic pojemności dysku. Film na realplayerze nie chce się włączyć. Potem robicie sobie kanapkę i przypominacie sobie o filmie. Włączacie go na GOM-ie. Film się uruchamia. Ale uruchamia się również realplayer i słychać podwójną ścieżkę dzwiękową. Głosy tych samych aktorów nakładają się na siebie.

Obawiam się, że gdyby kopiowanie świadomości było możliwe (wraz z jej „każdorazową mojością”, subiektywnością), to prowadziłoby to do takiej kakofonii, w której nikt nie chciałby funkcjonować.

Ale dlaczego teleportacja w filmach S/F wydaje się tak bezproblemowa?

Bo w takich filmach teleportować się jest równie łatwo jak przejść przez drzwi. I mało który z widzów się zastanawia, na czym musiałby polegać jej mechanizm. Że musiałaby się wiązać ze zniszczeniem mojego dotychczasowego ja. Nikt nie ogląda takich filmów i myśli „Aha! Człowiek został rozłożony na atomy! Za chwilę złożą go jeszcze raz”.

Teleportacja w Star Trek musiała się wiązać z jakimś promieniowaniem, bo kpt. Kirk, jak chciał się teleportować z powrotem do statku kosmicznego „Enterprise” miał mówić „Beam me up, Scotty”. („Ściągnij mnie promieniami, Scotty”) Zdanie to jest w języku angielskim chyba równie sławne jak „To be or not to be….”. I jak w polskim „Nie ze mną te numery Brunner, ty świnio”. Tylko że podobnie jak Kloss, także i kpt. Kirk nigdy tego zdania w serialu nie powiedział.

To może na razie tyle. Spróbuję teraz napisać coś innego.

Marco

PS. Więcej na temat transferu umysłu znajdziemy tu. Widać są ludzie, którzy poważnie traktują tę możliwość. Nie śmiejmy się z nich. Ostatnio docent w "Ale historia" pisze o tym, ile to rzeczy uważone w nauce za niemożliwe, a ile z nich okazało się jednak możliwe

http://en.wikipedia.org/wiki/Mind_transfer

 
1 , 2 , 3 , 4