O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

chiński pokój

wtorek, 15 listopada 2011

Wracam do eksperymentu myślowego Searle’a. Jest to słynny eksperyment chińskiego pokoju. W eksperymencie tym w chińskim pokoju znajduje się osoba, która trochę działa jak komputer, ale program wykonywany jest ręcznie. Osoba ta przekonująco symuluje zachowanie Chińczyka, który biegle włada swoim językiem. Dokładniej mówiąc, ludzie spoza pokoju wsuwają pod drzwi karteczki z pytaniami sformułowanymi za pomocą chińskich znaków a osoba w chińskim pokoju, która nie rozumie tych znaków, może i tak podać sensowne odpowiedzi na pytania realizując instrukcje programu, który nie jest niczym innym niż zbiorem instrukcji, jak przesuwać karteczki z miejsca na miejsce. Powstaje pytanie, czy dana osoba rozumie język chiński, bo przecież go nie zna. (O eksperymencie chińskiego pokoju już pisałem w poprzedniej notce w tej kategorii).

Searle odpowiada na to pytanie mniej więcej tak. Manipulacja kartkami ma charakter formalny, syntaktyczny. To, co jest wymagane do zrozumienia, to nie składnia, tylko semantyka czyli coś, co nadaje wyrazom i zdaniom znaczenie. Filozofowie i językoznawcy przeważnie wiedzą, co to jest semantyka, a określenie to brzmi dość naukowo.

Ale czy tak jest w istocie? W dwudziestym wieku dużo mówiono o semantyce i znaczeniu. I zasadniczo pojawiły się dwa sposoby rozumienia tych pojęć. Pierwsze dla uproszczenia będę nazywał językoznawczym a drugie logicznym.

JĘZYKOZNAWCZE: Znaczenie to definicja taka jak w słowniku, np. „komputer to maszyna licząca”. W dwudziestym wieku to proste rozumienie znaczenia doprowadziło do powstania co najmniej dwóch ciekawych teorii. Pierwsza to głoszona przez Bogusławskiego i Wierzbicką, że wszystkie wyrażenia języka dadzą się zdefiniować za pomocą skończonej liczby pojęć pierwotnych. Druga to komponent semantyczny gramatyki opisany w książce Chomsky’ego „Aspects of the Theory of Syntax”, który na podstawie czegoś zbliżonego do definicji może przewidzieć np. które pary zdań będą synonimiczne, a które nie. Myślę, że semantyka w obu rozumieniach da się włączyć do programu komputerowego w chińskim pokoju. W obu przypadkach chodzi bowiem zasadniczo o słownik, a słownik chyba bez trudu da się sformalizować.

LOGICZNE: Tutaj nie tylko chodzi o definicje, tylko o odnoszenie się wyrażeń do przedmiotów oraz tego, kiedy dane zdanie jest prawdziwe. To podejście zaczyna się na serio od Tarskiego, którego zdanie o śniegu znaleźć można w każdym lepszym podręczniku logiki. Używanie metajęzyka jest tutaj obowiązkowe, podobnie jak formalizacja języka. A ponieważ język jest sformalizowany, też bez trudu dałby się włączyć do programu komputerowego jak w chińskim pokoju.

Więc co tu chodzi? Chyba jednak nie o semantykę idzie tu bój, bo semantyka też daje się sformalizować. Słowo „semantyka” jest tu moim zdaniem użyte, bo brzmi ono stosunkowo filozoficznie neutralnie. Tak naprawdę chodzi tu o świadomość, bo człowiek zamknięty w chińskim pokoju wprawdzie biegle posługuje się regułami programu komputerowego, ale nie jest świadom, co chińskie mówią chińskie hieroglify, nawet gdyby w program komputerowy wbudować kilka słowników, eksplikacje Wierzbickiej i Bogusławskiego, komponent syntaktyczny Chomsky’ego i Fodora (tak, tego samego) i teorię modeli na dodatek.

Teraz dopiero widzimy problem chińskiego pokoju z jego istotnymi filozoficznymi (może nawet dualistycznymi, kartezjańskimi) implikacjami.

 
1 , 2