O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

literatura

środa, 19 grudnia 2012

Czy ja jestem taki smutny, czy baśnie dla dzieci są takie smutne? Jestem całkowicie zdołowany po obejrzeniu przedstawienia wigilijnego w pewnej szkole. Nie jest to żadna krytyka. Jeśli już, to wstrząs, którego doznałem, jest przyczynkiem do pozytywnej recenzji.

Dzieci wystawiały „Choinkę” Andersena. Początkowo oglądałem dosyć pobieżne, myślami byłem zupełnie gdzie indziej. Ale gdy wycięta w lesie choinka została ustawiona w odświętnym pokoju, ubrana i udekorowana, zacząłem się zastanawiać, jak się cała ta historia skończy. Na razie choinka była trochę rozpaskudzona, dzieci patrzyły na nią z podziwem. Ale już parę dni później – z dużym niesmakiem, bo choinka zaczęła łysieć. „Jaka ona brzydka!” – choinka usłyszała po raz pierwszy.

Po paru dniach wyschniętą i niepotrzebną nikomu choinkę rozebrano i zaniesiono na strych. Tam miała za towarzyszki dwie piskliwe myszki, które były bardzo ciekawe tego, jak się żyje na salonach, więc były dla niej bardzo grzeczne. Ale nawet one zwracały się do niej: „Stara choinko”. „Nie jestem stara! Znam starsze od siebie drzewa. Niedługo po mnie przyjdą i zabiorą mnie z powrotem na salony” – marzyła w ciemnościach. I rzeczywiście, ktoś w końcu przyszedł, żeby posprzątać i choinka znalazła się na dworzu. „Zaraz przyjdą, żeby mnie znowu zasadzić w lesie. Będę znowu zielona”. I rzeczywiście, przyszły jakieś dzieci po to, by podeptać i połamać starą choinkę.

Przecież to bardzo smutne!  Swoim wstrząsem podzieliłem się z wychowawczynią, domagając się choćby 5 procent happy endu. „Ależ dzieci kochają tę baśń!”. To prawda, dzieci nie wyglądały na wstrząśnięte. Może zresztą choinka ma lepiej niż każde z nas. Ona do końca może się łudzić, że jeszcze raz trafi na salony i że z powrotem ją zasadzą. My wiemy, co z nami prędzej czy później się stanie.

Smutne jest również „Toy Story”, w każdym razie te części, które oglądałem. Zabawka komandos trafia kiedyś do dużej hurtowni zabawek i tak jak do tej pory komandos myślał, że jest kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym, tak nagle widzi na półce tysiące identycznych komandosów, tak samo wyglądających jak on. Zabawki też przywiązywały się do dzieci i było im smutno, kiedy dorastające dzieci wyrzucały je na śmietnik, a ich rodzice mówili: „Toys are not forever”.

Pamiętam jeden film bożonarodzeniowym, w którym uśmiech jednak przebił się przez łzy. Opowiadał on o bałwanku, ulubieńcu dzieci. Pod koniec zimy bałwanek jednak zaczął topnieć i ruszył w świat, by uratować się przed wiosennymi roztopami. Był już bardzo mały, kiedy napotkany na drodze zajączek powiedział mu, że musi iść w góry, gdzie lód nigdy nie topnieje. Tak zrobił i groźne dla siebie pory roku spędził w wysokich turniach. A następnej zimy się odrodził i wrócił do swoich dzieci.

Tego odrodzenia życzę na święta. W końcu Boże Narodzenie to czas odrodzenia. Zapytajcie prymasa Polski

Bajka Andersena w wersji angielskiej znajduje się tu. Tylko, że nie ma niej choinki a jest choinek (rodzaj męski)

12:34, markiz.witkowski , literatura
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2