O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

Anzelm

wtorek, 18 grudnia 2012

  1. Podany przez św. Anzelma aprioryczny (to znaczy: nieopierający się na żadnych przesłankach) dowód na istnienie Boga (tzw. dowód ontologiczny) jest przedsięwzięciem niebywałym. Dowodzi się istnienia Boga na podstawie samej analizy jego pojęcia, bądź definicji. Ponieważ z samej definicji Bóg jest istotą doskonałą, to wszystkie swoje cechy musi mieć w najlepszym gatunku. Musi być najmocniejszy, najmądrzejszy, wszechmogący, wszechwiedzący (nic lepszego nie może być pomyślane). Musi też istnieć, bo gdyby nie istniał, to właśnie istnienie dzieliłoby go od doskonałości („existence is a perfection”). Więc Bóg istnieje i to istnieje w sposób konieczny. Tak twierdził nie tylko Anzelm, ale i Kartezjusz, może po trochu Leibniz, może Spinoza (choć niektórzy w to wątpią) a swoją wersję dowodu ontologicznego podał również genialny logik Godel
  2. Ale apriorycznie dowodzi się także nieistnienia Boga. Może nie w tak dostojnych gremiach jak scholastyczne seminaria, ale na zwykłych lekcjach religii. Niejeden poczciwy katecheta musiał sobie radzić z mędrkowatymi uczniami na lekcji religii podczas omawiania pojęcia wszechmogącego Boga. „Proszę księdza, jeśli Bóg jest wszechmogący i może wszystko stworzyć, to czy może stworzyć kamień, którego nie będzie mógł podnieść”. Wniosek: Bóg jest istotą sprzeczną i jako taka nie może istnieć. Chyba że może zlekceważyć prawa logiki.
  3. Jest coś dziwnego w tym, że z samego pojęcia Boga próbowano wyprowadzać zarówno jego istnienie, jak i nieistnienie. Innymi słowy, na podstawie definicji Boga dowodzono raz tego, że Bóg istnieje w sposób konieczny, a raz tego, że nie istnieje w sposób konieczny. Problem w tym, że wielu filozofów uważa, że przynajmniej dowód ontologiczny jest niewiele wart. Istnienie bowiem nie jest cechą („predykatem”), a w każdym razie nie musi być jako cecha traktowane. Hume ( a za nim Kant) zwracają uwagę, że istniejąca moneta ma dokładnie te same cechy co moneta nieistniejąca: kształt, kolor ciężar, różnią się tylko tym, że jedna jest a drugiej nie ma. Cokolwiek można sobie wyobrazić jako istniejące, można sobie wyobrazić jako nieistniejące. To, że coś istnieje, nie jest częścią niczyjej definicji.
  4. Ludzie wierzący też żadnych dowodów nie potrzebują. Powiedzą, że realności Boga i tak pojąć nie można. Swoją wiarę w Boga opierają na mocnych przeżyciach i intuicjach, które sprawiają, że istnienie Boga jest dla nich oczywiste. Ja takich przeżyć nie mam, ale nie będę nawet przez chwilę wątpił, że są niezwykłe i wspaniałe. I  podważać istnienia tych przeżyć, ani wątpić w szczerość ludzi religijnych, bo sam mam podobne przeżycia co do tego, że świadomość jest czymś innym niż materia. Od czasu do czasu próbuję te intuicje jakoś jak to mówią Anglicy „explain away”, ale macham ręką i pytam: po co?.
  5. Mimo to, zadaję sobie też pytanie, czy dowód ontologiczny Anzelma musi dowodzić tego, co ma dowodzić. Ma z niego bowiem wynikać, że Bóg istnieje. Ale jeśli byśmy założyli, że Bóg jednak nie istnieje, to musielibyśmy uznać, że pojęcie Boga jest sprzeczne (co jest zresztą wnioskiem w punkcie 2). Intuicyjnie rzecz biorąc, Bóg może nie istnieć. Istnienie Boga jest faktem przygodnym. Skoro istnienie Boga jest faktem przygodnym, a z anzelmowskiego pojęcia Boga ma wynikać jego koniecznie istnienie, to coś z tym anzelmowskim pojęciem Boga musi być nie w porządku. (Skądinąd Leibniz zwracał uwagę, że po to, by po anzelmowsku dowodzić istnienia Boga, trzeba najpierw dowieść niesprzeczności tego pojęcia, chociaż akurat on w to nie wątpił).
  6. Za parę dni popatrzę, czy się w piątce nie pogubiłem.

(materiał faktyczny na podstawie podkastu; jeśli będą jakieś wątpliwości, trzeba jeszcze raz tej audycji wysłuchać)

11:02, markiz.witkowski , Anzelm
Link Dodaj komentarz »