O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

filozofia języka

poniedziałek, 09 grudnia 2013

Filozofowie języka potocznego zamieszkiwali na początku drugiej połowy ubiegłego wieku głównie Oxford i Cambridge. Kiedy studiowałem w latach osiemdziesiątych ich filozofia wydawała się nadal bardzo żywa. Dzisiaj odeszli w cień. Ja też raczej stracił swoją w ich wiarę.

Była to jedna z tych szkół, która uważają, że zanim odpowiemy na jakieś pytanie filozoficzne, musimy dobrze zrozumieć znaczenie (użycie) słów, z których to pytanie się składa. Czy dzięki temu łatwiej odpowiemy na te pytania? Niekoniecznie. Być może sami się przekonamy, że nie ma w nich głębokiej treści.

Na to, że musimy pojęcia filozoficzne najpierw dobrze zrozumieć, zwracano uwagę od starożytności. Już Sokrates zaczepiał ludzi na ateńskiej agorze. Teajtetowi kazał definiować pojęcie wiedzy. Utrwaliło się przekonanie, że żeby coś dobrze zrozumieć, trzeba to zdefiniować. Chociaż tak naprawdę, definiowanie też prowadzi do sporego zamieszania, zwłaszcza gdy się to robi na zasadzie „sztuka dla sztuki” i gdy każdy ma swoje definicje.

Filozofowie języka potocznego zwrócili uwagę, że niektóre problemy filozoficzne powstają, gdy sobie wyobrażamy, że jest tylko jedna definicja jakiegoś pojęcia, albo gdy wszystkie użycia tego pojęcia próbujemy objąć tylko jedną definicją. Definicje te będą uproszczone, powierzchowne. Wittgenstein mówił o ograniczonej diecie przykładów. Ryle wskazywał, że oprócz „wiedzy, że” istnieje również „wiedza jak” i że wiedza niekoniecznie musi być stanem psychicznym. Wszyscy tu wymienieni wskazywali, że słowa nie tylko coś mówią, ale i robią, w największym stopniu Austin, który na podstawie prawniczych użyć różnych słów wskazywał na takie ich wykorzystanie, które choć ma charakter nieco ceremonialny, prowadzi raczej do powstanie pewnych faktów, niż udzielenia pewnych informacji. Np. zdanie „You are hereby appointed Minister of Foreign Affairs” nie tyle informuje kogoś, że został ministrem, ale wręcz czyni z niego ministra. Chodzi o czasowniki performatywne

Wittgenstein z kolei zwrócił uwagę, że z punktu widzenia analizy pojęciowej nie wszystkie ptaki są sobie równie. Na pewno bocian jest bliżej prototypu ptaka niż pingwin, ponieważ nie ma istotnej dla ptaka cechy latania. Ptaki są nie tyle ptakami, bo przejawiają jakąś ptasią istotę, tylko dlatego, że są między nimi „podobieństwa rodzinne”. Podobnie jest z pojęciem „gry”, którego opis podany przez Wittgensteina (w „Dociekaniach filozoficznych”) jest szeroko cytowany:

“Consider for example the proceedings that we call 'games'. I mean board games, card games, ball games, Olympic games, and so on. What is common to them all? Don't say, "There must be something common, or they would not be called 'games'"--but look and see whether there is anything common to all. For if you look at them you will not see something common to all, but similarities, relationships, and a whole series of them at that. To repeat: don't think, but look! Look for example at board games, with their multifarious relationships. Now pass to card games; here you find many correspondences with the first group, but many common features drop out, and others appear. When we pass next to ball games, much that is common is retained, but much is lost. Are they all 'amusing'? Compare chess with noughts and crosses. Or is there always winning and losing, or competition between players? Think of patience. In ball games there is winning and losing; but when a child throws his ball at the wall and catches it again, this feature has disappeared. Look at the parts played by skill and luck; and at the difference between skill in chess and skill in tennis. Think now of games like ring-a-ring-a-roses; here is the element of amusement, but how many other characteristic features have disappeared! And we can go through the many, many other groups of games in the same way; can see how similarities crop up and disappear. And the result of this examination is: we see a complicated network of similarities overlapping and criss-crossing: sometimes overall similarities, sometimes similarities of detail”.

Krótko mówiąc, filozofowie języka potocznego zarzucali innym filozofom, że za mało przyglądają się użyciu słów w zwykłym nietechnicznym języku, że za bardzo skupiają się na znaczeniu, kosztem różnych użyć (także niesemantycznych) i że za bardzo zależy im na definicjach (mających ująć ich istotę) kosztem podobieństw rodzinnych.

W swoim czasie prace filozofów języka potocznego wpłynęły na semantyczną stronę gramatyki generatywnej i post-generatywnej (Lakoff). To było językoznawstwo. Ale co dały filozofii? Na przykład, czy przeprowadzona przez filozofię języka potocznego krytyka, ze filozofia opiera się na ograniczonej diecie przykładów jest nadal przekonująca.

Moim zdaniem: nie. Nawet jeśli zanalizujemy wszystkie przykłady i użycia filozoficznie istotnych pojęć w języku potocznym, to może się okazać, że nie wszystkie one są równie istotne dla filozofii. Używając przykładów samego Wittgensteina, mogłoby się okazać, że niektóre są orłami a inne pingwinami, niektóre odgrywają rolę centralną, a inne peryferyjną.

To stwierdzenie ogólne. Oczywiście mogę podać przykłady. Tylko, że przykłady będą kontrowersyjne, bo w dużym stopniu zależą od naszych poglądów filozoficznych. Zwolennik tezy, że świadomość odgrywa istotną rolę w naszym myśleniu o człowieku, nie zgodzi się, by w filozofii określenie „wiedzy-jak” było równie uprawnione jak wiedza-że”.

10:47, markiz.witkowski , filozofia języka
Link Dodaj komentarz »