O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

civilisation and its discontents

sobota, 24 października 2009

Ponieważ mój ostatni wpis o cywilizacji spotkał się z życzliwą ale jednak krytyką, postanowiłem się trochę douczyć. Sięgnąłem do moich ipodowych archiwów. Moja kilkuterabajtowa kolekcja podkastów jest cała legalna z punktu widzenia posiadania intelektualistycznego, bo to są podkasty z itunesów, a nie ripy nagrań muzycznych. Mało zresztą prawdopodobne, by jakiś policyant intelektualny zajrzał do mojego blogu, skoro nawet większość filozofów go nie czyta.

Znalazłem nową audycję filozoficzną radia ABC (chyba australijskiego)  „The Philosopher’s Zone”. Jeszcze nie wiem, czy będę jej słuchał regularnie, czy dołączy do wielkiej czwórki, do której linki są na bocznej szpalcie. W jednym z odcinków (uwaga: jest nawet transkrypt) mowa jest o książce filozofa z Melbourne Johna Armstronga „In Search of Civilisation: Remaking a Tarnished Idea”. Tarnished? Dlaczego tarnished? Doszedłem w międzyczasie do wniosku, że jestem skłonny zaakceptować pojęcie cywilizacji, jeśli mówi o całej ludzkości, która się myje i mówi „dzień dobry” i jeżeli nie będzie się dzielić naszej planety na różne cywilizacje, jak w słynnej grze komputerowej sprzed piętnastu laty. Ale to ja!! Armstrong zaś stwierdza fakt: w 19 wieku ludzie wierzyli w cywilizację bez zastrzeżeń, teraz nie tak bardzo, za co australijski profesor obciąża trochę relatywizm. Rehabilitację pojęcia cywilizacji zostawiam jednak Armstrongowi.

Ale znalazłem tam przednią anegdotę. Trwa pierwsza wojna światowa. W modnej, kulturalnej dzielnicy Bloomsbury elegancką przecznicą przechadza się wyperfumowany esteta. Podbiega do niego kobieta z białym piórkiem. Tu trzeba wyjaśnić, że Anglii białe piórka wręczano wtedy tchórzom, którzy nie chcieli iść do wojska. Jest to dobrze udokumentowane, choćby w przytaczanym niżej filmie z Frankie Howerdem, Była to forma presji społecznej, by dobrowolnie zaciągać się do wojska. Potem niejednego takiego tchórza, który nierozsądnie dał się wcielić, rozstrzeliwano o świcie za niechęć do walki.

No więc przechadza się ten dandys, zapewne jakiś literat z Bloomsbury Group. Kobieta do niego krzyczy: „Dlaczego nie jesteś na froncie z naszymi chłopcami? Oni walczą w błocie i brocząc krwią, bronią naszej cywilizacji przed Hunami (Niemcami)”.

Esteta odpowiada jej ze spokojem: „My dear. Ależ to ja jestem cywilizacją. Oni bronią mnie” (I am the civilisation they are fighting for).


 

Na zdjęciu komik angielski Frankie Howerd, który w filmie Up the Front dał portret czegoś w rodzaju angielskiego Szwejka

 
1 , 2