O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

praca

środa, 24 lutego 2010

 

 

Chociaż początkiem filozofii jest zdziwienie, to prawdziwym filozofem jest ktoś, kto się już niczemu nie dziwi. W takim razie ja nie jestem filozofem i nie wiem, kiedy się dziwić przestanę.

Jedną z rzeczy, które mnie dziwią jest nierówne traktowanie w naszym korporacyjnym świecie pieniędzy i czasu pracy. Nie chodzi mi wyzysk, wyzysk tu nie ma nic do rzeczy. Chodzi mi o to, że pierwsze jest traktowane z matematyczną precyzją, drugie z filozoficzną rezygnacją.

Wiadomo jak precyzyjni są kasjerzy i księgowi. Kiedyś z mojego banku dostałem rachunek korygujący na olbrzymią kwotę jeden grosz. Jak go znajdę, to go tu powieszę w charakterze ilustracji. Tytuł książki „Co do grosza” („Not a Penny More, Not a Penny Less”) ma raczej budujący, pozytywny wydźwięk. Bohater innej książki tego samego Archera mawiał „Zadbajmy o pensy a funty zadbają same o siebie”. Pamiętam też ze szkolenia dla nadzorców bankowych anegdotę o pewnej urzędniczce bankowej, która potrzebowała pieniędzy na operację siostry i od każdej operacji (za pomocą programu komputerowego czy jakoś inaczej) pobierała jakąś ułamkową kwotę, mniejszą od jednego grosza. Ponieważ tych operacji było wiele, uzbierała w ten sposób całkiem pokaźną kwotę, zanim się sprawa wykryła. Prelegent miał dla tej pani tylko słowa potępienia. Nota bene Jeffrey Archer też poszedł siedzieć.

Tak jak pieniądze wymagają mikroprecyzji, korporacje uważają, że do czasu pracy należy podchodzić elastycznie. Pracowników zachęca się do dyspozycyjności, nie brania nadgodzin i pracy na zasadzie darmowe weekendy i wieczory (wcale nie mówię, że u mnie w pracy). Z drugiej strony, ponieważ bilans życiowy i tak musi wyjść na zero, pracownicy załatwiają swój biznes w trakcie pracy, przedłużają przerwy, googlują i webują i przenoszą swoje życie prywatne do pracy, która powoli staje się drugim domem. Dlatego moim zdaniem (poza przypadkami patologicznymi) nie ma mowy o jakimś dzięwiętnastowiecznym wyzysku, co najwyżej wszyscy wyzyskują się nawzajem a sprawiedliwość triumfuje w ogólnym bałaganie.

Dziwi mnie jednak ta elastyczność w korporacjach w odniesieniu do czasu pracy. Przecież kasjer, który by proponował równie elastyczne podejście do liczenia pieniędzy, byłby natychmiast aresztowany jako malwerstant. Skoro pensja zakłada równoważność czasu pracy i pieniądza, to czas pracy winien być traktowany równie precyzyjnie i tak samo precyzyjnie liczony. A tymczasem elastyczność czasowa pracownika jest nadal w cenie. Elastyczność należy przy tym rozumieć wcale nie metaforycznie, tylko zupełnie dosłownie, jak gumkę w majtkach na tyłku, która łatwo się rozciąga i nie pęka.

Jeszcze raz dodam disclaimer (ulubioną broń korporacji), że to, co napisałem nie dotyczy żadnego z moich chlebo (i sushi) dawców.

Pozdro

17:28, markiz.witkowski , praca
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2