O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

historia

czwartek, 06 listopada 2014

Zbliża się 11 listopada.
W przeszłości z tej okazji latały petardy, kamienie, race.  Bo 11 listopada to święto niepodległości a niepodległości trzeba bronić. Albo bronić kraju przed obrońcami niepodległości.

Ale 11 listopada 1918 roku ma jeszcze inne aspekty. Po pierwsze jest to nie tylko święto polskie, ale i międzynarodowe. W wielu krajach świętuje się zakończenie Wielkiej Wojny, może najgłupszej wojny na świecie. Zaczęli ją sami napadnięci a skończyli (przynajmniej na ziemiach
polskich) sami pokonani: Rosja, Austria i Niemcy.

Ale 11 listopada 1918 roku to także święto demokracji. Przed pierwszą wojną światową w większości krajów było jej bardzo niewiele. W krajach uchodzących za jej kolebkę była raczej oligarchia. Prawo wyborcze bardzo reglamentowano, nie dawano go biedakom. Ale po 1918 roku władze, które szafowały życiem całych narodów, były już tak skompromitowane, że musiały się władzą podzielić z ludem. Tym bardziej, że groziły wszystkim czerwone lub czarne rządy.

W Polsce od razu stworzono pełną demokrację, większą niż na przykład w Anglii (gdzie dopiero pod koniec lat dwudziestych głos dostały kobiety). Może za wcześnie. Bo w 1926 roku tę młodą demokrację bardzo ograniczono i powrót do wolności nastąpił dopiero w 1989 roku. Jeżeli
historia czegoś uczy, to tego, że w tych sprawach podejście ewolucyjne: tyrania – oligarchia – demokracja bardzo się sprawdza.

10:46, markiz.witkowski , historia
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13