O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

bad science

środa, 15 września 2010

Szukam jakiegoś usprawiedliwienia dla faktu, że polskie uczelnie tak słabo wypadają w światowych rankingach. Tylko dwie uczelnie w pierwszej pięćsetce rankingu ARWU i szanghajskiego.

 A to, że w rankingach triumfują przede wszystkim uczelnie anglosaskie (jedna trzecia to amerykańskie), że ranking jest tendencyjny, ale nie. Równie słabo wypadają uczelnie indyjskie, niewiele lepiej południowoafrykańskie i singapurskie i wcale nie rewelacyjnie irlandzkie. Skądinąd warto angielskiego się uczyć. Ale bez przesady. Ile potrzeba angielskiego, żeby napisać artykuł naukowy z matematyki? To nie angielski jest skomplikowany, tylko matematyka.

 Może jesteśmy biednym krajem i brakuje nam pieniędzy. Nie wiem. Pogardzana przez wielu Polaków Rosja wypada dużo lepiej. Tak samo Meksyk, i Brazylia, nie mówiąc już o Chinach. Wszystko to są jednak duże kraje, więc może trochę w tym prawdy. Choć z drugiej strony bogata Słowenia i Portugalia radzą sobie gorzej niż Polska a z tego, co udało mi się dostrzec z tabeli, Słowacja w ogóle sobie nie radzi (ale to z kolei duże mniejsze kraje od nas).

 Może wreszcie polskie uczelnie pełnią trochę inną rolę niż w USA. Raczej dydaktyczną niż naukowo dydaktyczną. Może tak powinno być w kraju szybko rozwijającym się, który na gwałt potrzebuje wielu specjalistów. Badania zostały już zrobione gdzie indziej, możemy je sobie kupić, ale specjalistów potrzebujemy tu na miejscu. Za tym wytłumaczeniem przemawiałaby absolutnie rewelacyjna ilość osób kształcących się na wyższych uczelniach, co wynika z innych statystyk.

 Tylko, że pracodawcy skarżą się, że uczelnie nie uczą przydatnych umiejętności. Skarżą się też, że tok nauczania jest przestarzały, że nie uczą tzw. „miękkich umiejętności”, itd. Skądinąd jest prawdą, że nasi naukowcy zajęci są głównie dydaktyką i nie starcza im czasu i energii na wymyślanie prochu.

 Tak, tak. Co się będziemy czarować! To wszystko przez to, że nasi uczeni spędzają więcej czasu w pociągach niż w laboratoriach, jeżdżąc z Warszawy do Nowego S., z jednego etatu na drugi. Układ między dobrymi uczelniami państwowymi a bogatymi prywatnymi jest prosty. My Uniwersytet Stołeczny zapłacimy ci mało, ale damy ci prestiż. My uniwersytet w Czarnej Chochołowskiej zapłacimy ci więcej (i zwrócimy za podróż), ale musisz mieć prestiż i habilitację, której my nie robimy. (W rankingu światowym ARWU nie ma polskich uczelni prywatnych, są tylko dwie państwowe).

 I potem czytamy zawstydzające światowe statystyki. Te liczby niestety nie kłamią, choć nie tylko nasz kraj ma wiele do zrobienia

Źródła:

http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,8377374,Pracodawcy__Uczelnie_sa_oderwane_od_biznesu.html

http://www.arwu.org/ARWUStatistics2010.jsp

http://www.wprost.pl/blogi/andrzej_paulukiewicz/?B=1343&comments=1

12:04, markiz.witkowski , bad science
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2