O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

polityka

wtorek, 22 kwietnia 2014

 

Leszek Kołakowski napisał kiedyś rozprawę: “Jak być konserwatywno-liberalnym socjalistą?”. Mówi ona o tym, że we współczesnym świecie (było to czterdzieści lat temu) myślimy eklektycznie, raz jak lewicowiec, innym razem jak prawicowiec, a jeszcze innym jak centrysta.

Pod tym względem niewiele się zmieniło. Ci, którzy chcieliby widzieć u władzy konsekwentną partię polityczną, winni przestać głosować. I znam co najmniej parę osób, które przestały. Bo zobaczmy, jak to jest na przykładach.

  1.       Jestem socjalistą i zależy mi na dobru ludu. Ale moje doświadczenie wskazuje, że próba zorganizowania społeczeństwa na wzór którejś z socjalistycznych utopii zawiodły. Nie sprawdza się metoda centralnego planowania. Anarchistyczne zaś komuny trudno pogodzić z globalną gospodarką. Muszę więc odwołać się do zgniłego kapitalizmu. To droga np. New Labour.
  2.       Jestem prawicowcem i nienawidzę podatków. Uważam urząd skarbowy za najgorszego złodzieja. Nie płacę podatków. Ale dzisiaj rano dowiedziałem się, że nad granicą stoi wróg (tylko przykład). Muszę szybko powołać do życia armię. Ale nie mam pieniędzy, bo to, co miałem w kasie państwowej, rozkradli złodzieje, bo w państwie bez podatków nie ma policji. Wprowadzam więc opodatkowanie. Ale odtąd w podobny sposób będę mógł uzasadnić każdy podatek i wydatek. W moim państwie podatki będą zatem wysokie.
  3.       Jestem obywatelem świata i uważam różnice skóry i fonetyki za powierzchowne. Bracie czarny i żółty: jesteście mi drodzy! Mniejszości narodowe: w naszym kraju jest was za mało, zwłaszcza niemieckiej, ukraińskiej i rosyjskiej! Ja dzielę ludzi na mądrych i głupich i jest mi obojętne, czy ja jestem Polakiem i czy oni są Zulusami. W normalnych krajach, takich jak Australia, nikt nie pyta o narodowość.

      Z doświadczenia jednak widzę, że kraje, w których jest za dużo mniejszości narodowych, mają problem. Dawniej Jugosławia, dziś Ukraina, jutro może Wielka Brytania. Ja może jestem obywatelem świata, ale inni współobywatele nie są. Dla nich różnice narodowe mają znaczenie. Ponieważ chcę mieszkać w stabilnym i spoistym kraju, nagle zaczynam myśleć jak jakiś Roman. Zaczynam cieszyć się, że Polska jest jednonarodowa i biała jak ekran tego komputera. To oczywiście niesłuszne, ale czy niejeden polityk tak nie myśli. Zaczyna jak kosmopolita, kończy jak nacjonalista.

      Kołakowski napisał, że Międzynarodówka głosząca eklektyczne (konserwatywno-liberalno- socjalistyczne poglądy) nigdy nie powstanie, bo nie będzie mogła obiecać ludziom, że będą szczęśliwi. Ale czasy polityków-filozofów minęły. Dziś nikt nie obiecuje powszechnego szczęścia. Natomiast jak się dobrze przyjrzeć, to może się okazać, że wszystkie partie po cichu wcielają wszystkie zaprezentowane tu poglądy. I pseudosocjalistyczne, i łżeliberalne, i prawdziwie nacjonalistyczne. Różnica jedynie w akcentach i niuansach. Ale może ja się mylę…

 

09:52, markiz.witkowski , polityka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7