O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

teatr okrucieństwa

piątek, 21 stycznia 2011

 

 

Chyba nie mam żadnej ogólnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego fascynuje nas okrucieństwo. Musiałaby by chyba być dość skomplikowana, bo wygląda na to, że jedno okrucieństwo do drugiego niepodobne. Dwa typy przychodzą mi do głowy.

1)      Zarówno teraz, jak i w przeszłości, mieliśmy przypadki rzezi całych grup ludzkich w celu realizacji pewnych celów politycznych. Masakra na placu Tien An Men czy Rwanda to przykłady współczesne. Specjalnie nie piszę o Hitlerze i holokauście, żeby nie kierować dyskusji na inne tory.

Jak na każdej wojnie, w takich sytuacjach występuje brutalność i niejednokrotnie potocznie rozumiane okrucieństwo. Ale nie jest ono czymś koniecznym. Do zaistnienia masakry na placu Tien An Men potrzeba tylko dwóch rzeczy. Wódz musi dojść do wniosku, że nie osiągnie swojego celu politycznego bez wymordowania znacznej liczby ludzi. Może to osiągnąć drogą analizy intelektualnej, intuicji, korzystając z think tanków. Emocjonalne okrucieństwo nie odgrywa tu istotnej roli. Wykonawcy natomiast muszą być tylko posłuszni albo bać się swoich dowódców (tak jak w filmie „Wróg u bram”). Oczekuje się po nich nie okrucieństwa, tylko zdecydowania, a przede wszystkim rzeźnickiej fachowości. .

 Czy taka sytuacja może być przedmiotem fascynacji. Chyba poprzez wczuwanie się w postawę wodza, który ma rzadki przywilej traktowania rzesz ludzkich w sposób urzeczowiony.

 

Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia?
Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?
Nie, on siedzi o pięćset mil na swej stolicy,
Król wielki, samowładnik świata połowicy;
Zmarszczył brwi, — i tysiące kibitek wnet leci;
Podpisał, — tysiąc matek opłakuje dzieci;
Skinął, — padają knuty od Niemna do Chiwy.

 

Pamiętacie jeszcze, kto to pisał?

 

2)         Czym innym jest okrucieństwo na gruncie jednostkowym. Nie muszę tu pisać o różnych sadystach, bo od razu przychodzą na myśl pisarze i filmowcy. Choćby Sienkiewicz, piewca wartości chrześcijańskich a zarazem klasyk polskiego SM. Te wszystkie dręczone dziewice, a to przez Tatarów, a to przez Rzymian dekadentów, Azja Tuhajbejowicz wbijany na pal przez srogiego Luśnię, tortury chrześcijan w czasie prześladowań Nerona. Aha, zapomniałem jeszcze o księciu Jaremie. I Janko Muzykant. Dosyć! Nic dziwnego, że ludzie inteligentni nie lubią Sienkiewicza, chociaż ci sami inteligentni ludzie lubią Tarantino, a ten „w temacie” okrucieństwa jest od naszego Henryka niewiele lepszy. Może tylko bardziej humor mu dopisuje.

Pozdrawiam i obiecuję, że niedługo będzie o czym innym

Marco

 
1 , 2 , 3 , 4