O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

liberalizm

wtorek, 02 sierpnia 2011

  

Każdy nowy przywódca brytyjskiej Partii Liberalno-Demokratycznej otrzymuje wraz z nominacją niedużą książeczkę napisaną przez dziewiętnastowiecznego filozofa. Jest to „O wolności” Johna Stuarta Milla. Anglia to kolebka myśli liberalnej. Dla równowagi dodajmy jednak, że w Anglii jeszcze w 1952 roku bardzo okrutnie prześladowano filozofa i współwynalazcę komputera Alana Turinga (a przed nim jeszcze Oscara Wilde’a) za „poważną nieprzyzwoitość” (gross indecency).

 Mill powiada, że każdemu wolno robić, co chce, jeżeli nie szkodzi przy tym innym. I nikt nie może go wtedy powstrzymać używając siły. Jest to tzw. harm principle.

Miałem teraz co innego napisać, ale myśl pchnęła mnie w stronę pytania, czy i hitlerowiec mógłby uznać tę zasadę, która uchodzi za filar społeczeństw liberalnych. I wyszło mi że (poza sytuacjami wojennymi) nie musiałby mieć do niej wielu zastrzeżeń. Bo przecież jego zdaniem Żydzi, których nazista przede wszystkim gotów byłby prześladować, nie ustawali w szkodzeniu Trzeciej Rzeszy i narodowi niemieckiemu.

Bo też zasada Milla jest jak stara kamienica. Wygląda dostojnie i solidnie, ale potrafi z niej odpadać tynk. Widzimy człowieka, który jest ekscentrycznie ubrany. Taki hipis na pewno nikomu nie szkodzi. Nie można go zmusić, by się przebrał. Ale pamiętam, co mi kiedyś powiedział pewien szyita: ten człowiek nie szkodzi mi fizycznie, ale szkodzi mi estetycznie.

Jeśli dobierzemy jeszcze parę przykładów, to się okaże, że tam, gdzie mogą powstać jakiekolwiek relacje przyczynowo-skutkowe między ludźmi, zawsze może pojawić się jakaś szkoda: mała, duża lub średnia. Najlepiej zatem nie wychodzić z domu, wtedy na pewno mogę robić, co chcę, zwłaszcza, gdy nie ma rodziny. Mogę na przykład oglądać pornografię.

Nieprawda - powie feministka. Czytając pornografię, wytwarzam w sobie niewłaściwą postawę w stosunku do kobiet. Potem odbije się to na moich relacjach z nimi. Będą one krzywdzące dla kobiet. (John Stuart Mill wyrażał poparcie dla feminizmu).

Ale harm principle Milla nie można wyrzucić do lamusa. Jeśli ktoś twierdzi, że jakieś moje postępowanie go krzywdzi, teraz czy w przyszłości, musi to dobrze uzasadnić. A ja mogę się z tym uzasadnieniem zgodzić lub nie. Nigdy nie wiadomo z góry, kogo społeczeństwo posłucha. Najbardziej niewątpliwe są przypadki przemocy fizycznej. Co do innych przypadków, to trzeba by się trochę namęczyć, by je uzasadnić. Aprioryczną szkodliwość tzw. wrogów Rzeszy można udowodnić tylko w państwie totalitarnym. W konserwatywnym społeczeństwie nietrudno będzie udowodnić, że jak ktoś się dziwnie ubiera, to na pewno źle mu z oczu patrzy. Ale moda się zmienia: kiedyś długie włosy, teraz tatuaże.

Tylko z tymi pornolami zawsze będą kłopoty. Ale od tego są inne blogi

 

13:07, markiz.witkowski , liberalizm
Link Dodaj komentarz »