O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

Hiroszima

poniedziałek, 13 września 2010

(2 września 1945 - Japonia kapituluje - koniec II wojny światowej)

Hiroszima była aktem wielkiego okrucieństwa. Ale utorował drogę sobie pogląd, że atak atomowy na Hiroszimę mógł skrócić wojnę z Japonią, zmniejszając liczbę potencjalnych śmietelnych ofiar. Amerykańska inwazja na wyspę miałaby pochłonąć wiele więcej dusz. Atak na Hiroszimę mógł więc nawet ratować życie ludzkie.

 Ale w tym rozumowaniu jest jeden słaby punkt: Nagasaki. Po co bombardowano Nagasaki trzy dni po Hiroszimie. Trzy dni to zdecydowanie za krótko, żeby „gołębie” w rządzie japońskim mogły przekonać „jastrzębie”, że należy się poddać. Informacje nie krążyły wówczas tak szybko jak dziś i dopiero po dwóch dniach prasa japońską napisała o ataku na Hiroszimę. A w totalitarnym państwie ludzie odpowiedzialni za prowadzenie wojny mogli długo jeszcze ukrywać atomowy charakter zniszczeń i zagrożenie.

 Wojna z Japonią i tak była wygrana. Jeżeli chodziło o uratowanie kilkuset tysięcy ludzi kosztem niewiele mniejszej masakry, może warto było poczekać i dać czas na pokojowe rozstrzygnięcie. Jeśli nie, to i tak Hiroszima zrobiła swoje, Nagasaki było niepotrzebne.

 Pamiętając o tym, że gdyby wojna z Niemcami potrwała nieco dłużej, coś podobnego mogło nas spotkać w Europie, zadajmy sobie pytanie, czy w ogóle atak na Hiroszimę był potrzebny. Ameryka miała bombę atomową, Japonia nie. Może wystarczyło po prostu cierpliwie uświadomić Japończykom co ich czeka, nie za pomocą ogólników (deklaracja poczdamska), ale konkretów. Może nawet zawieźć złapanych do niewoli dowódców na jakiś atol Bikini i pokazać im do czego jesteśmy zdolni. Przecież w żadnej wojnie (nawet izraelsko-palestyńskiej) nie jest tak, że strony ze sobą nie rozmawiają. Są kanały dyplomatyczne państw neutralnych, szpiedzy, jeńcy wojenni. Trzeba było przemówić jakoś Japończykom do wyobraźni, a nie jak mówi dziadek Jacek Poszebszyński: trzask, prask i po wszystkim. Jak bym ja zobaczył grzyb atomowy, tobym się przestraszył.

 Nie poskutkowałoby? To dlaczego skutkuje od lat pięćdziesięciu pięciu?. Świadomość istnienia broni masowego rażenia chroni nas skutecznie przed robieniem głupstw. Przeżyliśmy całą zimną wojnę bez poważniejszego zagrożenia (poza kryzysem kubańskim). Musiano rzucić bombę, byśmy zmądrzeli? Sami niewierni Tomasze?