O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

tolerancja

niedziela, 03 października 2010

Zmarłego  w zeszłym roku Johna Mortimera uważam za jednego z najciekawszych pisarzy angielskich dwudziestego wieku. Przez wiele lat był obrońcą sądowym i w tej dziedzinie osiągnął bardzo wiele. Sławę międzynarodową przyniosła mu obrona zespołu „Sex Pistols” przez oskarżeniem o osceniczność. Chodziło o album Never Mind the Bullocks.

Z czasem doświadczenia swoje wykorzystał w cyklu opowiadań o adwokacie Horacym Rumpole. Rumpole to taki angielski Columbo. Mały, gruby, chodzi w źle dopasowanej i przybrudzonej todze a w domu w starym kardiganie. Jego żona, wcale nie słodka, za to bardzo stanowcza „She Who Must Be Obeyed” Hilda zapewne niewiele miałaby do powiedzenia o ich wspólnym życiu miłosnym. Horace podejmuje się jedynie obrony. Inaczej niż w przypadku jego kolegów z kancelarii, „oskarżanie ludzi jest wbrew jego religii”. Lubi cytować autorytety, więc dziś zacytuje dla nas Woltera: „Nie zgadzam się z tobą, ale gotów byłbym umrzeć za twoje poglądy”.

Dlaczego to powiedzenie? Ano dlatego, że przypadło mu dzisiaj bronić przed sądem kandydata do Parlamentu rasistowskiej partii domagającej się usunięcia wszystkich kolorowych z Wielkiej Brytanii (są to lata siedemdziesiąte tuż przed Taczerką). Działacz ten, kapitan Rex, jest oskarżony o podburzanie tłumu. Kapitan jest człowiekiem surowych zasad. Pyta Rumpole’a, jaki jest maksymalny wyrok za przestępstwo którego mógł się dopuścić a potem próbuje instruować obronę, by wystąpiła dla niego o maksymalny wymiar kary. Tak kiedyś ponoć zrobił Gandhi, a kapitan gotów jest się uczyć od wrogów. Rumpole wysyła go na drzewo.

Po jakimś czasie kapitan jednak wraca. Jego zastępca partyjny mówi mu, że partia nie potrzebuje kapitana w więzieniu tylko w parlamencie. Obrona dostaje wolną rękę.

Dzień rozprawy. Dość sympatyczny prokurator Guthrie Featherstone wcale nie żąda krwi: „Wolność słowa to jak boisko piłkarskie. Możesz powiedzieć, cokolwiek chcesz, pod warunkiem, że trzymasz się reguł. Ale kiedy jesteś na spalonym, wówczas prawo może dmuchnąć w gwizdek i pokazać ci żółtą kartkę ” A więc raczej nie pójdzie siedzieć. Zostanie na boisku, choć popełnił faul.

Zasapany, ale drwiący Rumpole przystępuje do akcji ze swoją wersją Ecce Homo: „Panie i Panowie przysięgli. Chciałbym wam przedstawić marzyciela. Nie marzy o kobietach, ani pieniądzach, marzy o minionych latach brytyjskiego radży. Kapitan, który nie walczył na wojnie z powodu płaskostopia. Który najwięcej o Indiach dowiedział się w hinduskiej restauracji. Ale mimo to wyobraża siebie jako oficera brytyjskiej służby kolonialnej. Nad jego bungalow powiewa dumnie brytyjska flaga. Rzeczywiście nie są to odpowiednie marzenia na rok 1979. Czy będzie przyjmował kapitulację hinduskich maharadżów w Ealingu pod Londynem? Z drugiej strony czy nasz kraj jest na tyle wolny, by kapitan Rex i inni ekscentrycy mogli w nim spokojnie wieść swoje zbzikowane życie”.

Kapitan Rex chciał przerwać Rumpole’owi i wygłosić orację godną Gandhiego czy może Fidela Castro. Ale obecny na sali jego zastępca nakazał mu milczenie w imieniu partii. Natomiast rozśmieszona oracją Rumpole’a ława przysięgłych i sędzia bez trudu uniewinniła kpt. Rexa. Śmiał się nawet prokurator.

Happy End? Nie całkiem. Następnego dnia zbiera się kierownictwo partii rasistowskiej. Ośmieszony Rex zostaje wyrzucony z partii a przywódcą zostaje jego zastępca, który – nawiasem mówiąc – wcześniej dostarczył Rumpole’owi szczegółów na temat imperialnych marzeń kapitana Rexa.

Kapitan Rex popełnia samobójstwo. Nie ma wątpliwości, że w tym wypadku wolałby być akurat przez sąd potraktowany brutalniej.

 
1 , 2 , 3