O autorze
zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podkastów Bez ipoda nie da się filozofować

Karol Omyła

wtorek, 02 lutego 2010

 

Witam,

Myślę, że wielu z Was wyjeżdża teraz lub już wyjechało na jakieś narty, może nawet na Żywieccyżnę, bo zaczęły się ferie. Ja też mam jakby mniejszą chęć do pisania. Tak się akurat złożyło, że Profesor Mieczysław Omyła przysłał mi fantastyczne zdjęcia swojego dziadka, górala z Żywiecczyzny, żółnierza i pamiętnikarza (bardzo, bardzo dziękuję).  W tej sytuacji pozwolę sobie wznowić największy hit mojego blogu, absolutny the beściak, filozoficzny fragment pamiętnika Karola Omyły. Podobnie jak Wittgenstein, Karol Omyła był żołnierzem I wojny światowej, w tej samej armii austriackiej. Na tym podobieństwa się kończą. Wittgenstein był bogaty, Omyła biedny. Wittgenstein poszedł na ochotnika, Omyła niekoniecznie. Wittgenstein zakończył wojnę publikacją, która stała się klasykiem filozofii, Omyła pisał do szuflady. Karol założył rodzinę, a Wittgenstein no...no właśnie.

Karol Omyła (na dolnym zdjęciu osobno z lewej strony), który przeżył wojnę, przypomina nam zapominaną często przez filozofów prawdę dość w sumie oczywistą, że ludzkość jest dwupłciowa i że żadna wojna nie jest tak zacięta, jak wojna domowa. I że rzadko która wojna jest dłuższa, chyba tylko stuletnia. Dlatego wszystkie inne wojny są po prostu niepotrzebne.

Choć to Helena wywołała wojnę trojańską.

Przeczytajmy raz jeszcze:

Jakie masz smutki i tajemnice, nie zwierzaj się z tym nikomu, a zwłaszcza kobiecie (...)

Kobieta jest to jeden najlepszy, najmilszy przyjaciel męża, która może go zrobić dobrym, szczęśliwym i potrafi mu całe jego życie osłodzić; bo jeśli żona dobra, życzliwa, sprawiedliwa, kocha należycie swojego męża, nigdy mu się przykra, zła, brudna nie pokaże i stara się do niego zawsze przymilać, to wtenczas mąż jest szczęśliwy, spokojny i wszystkie inne troski życiowe mu są niczym, bo ma żonę dobrą.

Ale, niestety, kiedy takich mało, bo choćby się jedna taka znaszła, to ją wnet inne nauczą rozumować nad mężem, ażeby to i ona szła razem z nimi przeciw mężowi.

To, jak już wspomniałem, że kobieta robi męża szczęśliwym. Ale go też potrafi zrobić i nieszczęśliwym, bo nie ma gorszego, jak niezgoda domowa. Wtenczas to żona nie ustąpi, na każdym kroku staje przeciw woli męża; wtenczas to się już temu chłopu życie uprzykrzy i nic go nie cieszy. Potem idzie tak: jeden obija ją często, z czego są jeszcze większe kłopoty i miłość jeden do drugiego gubi; drugi szuka sobie innej; trzeci oddaje się pijaństwu.  A często popełniają samobójstwa. A to tak każdy szuka jakiejś rozrywki, aby te cierpienia czymś przerwać, bo który rozrywki nie ma, a jeno o tych cierpieniach myśli, to tacy często dostają obłąkania. A takie kobiety bywają; który weźmie za żonę zawitkę, czego ja dziś, martwy, każdemu zabraniam brać za żonę.

Może by niektóry powiedział, czemu mieć jakieś tajemnice przed kobietą, kiedy kobieta to jest pierwszy i najwierniejszy towarzysz życia męskiego. Ale się tym bracie, mylisz, bo tak jest, ale po wierchu; ale w śodku to jak kot największy nieprzyjaciel jest żona, bo fałeszna, lekkomyślna, beznamysłowa i pod każdym względem niewierna ni sobie, ni mężowi. Może mi nie wierzycie tego, ale badaj tak, jak ja badałem, a uwierzysz, jak przeczytasz całą, to się najlepiej prawdy dowiesz, bo kobieta jest podobna do noża; nóż kochaj, bo bez niego nie będziesz, ale daj pozór, by cię nie porżnął, lub go nie zgubił, boś go kupił i zapłacił.

 

 

 

 

 

23:28, markiz.witkowski , Karol Omyła
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2